czwartek, 5 marca 2015

Wielka Chwila Prawdy

7 listopada, Wielka Chwila Prawdy

Marysia była zdenerwowana, bo cały czas podgryzała dolną wargę. 
Michał był zniecierpliwiony , bo wystukiwał adidasem rytm na szpitalnej podłodze. 
Karola była zakłopotana, bo nikt jej nie chciał widzieć i zrobiłaby wielką przysługę wszystkim dookoła, gdyby po prostu wyszła, a sobie chyba największą. 
Mnie nie było, bo znikąd zjawił się Darek i postanowił wymierzyć sprawiedliwość właśnie w szpitalu, dokładnie w momencie, kiedy powinnam była wspierać moją przyjaciółkę i w sposób tak dramatyczny, że moglibyśmy wystawić sztukę. 

- Ja chyba powinnam pójść – zauważyła Karola.
- Nie, zostań – oznajmiła sucho Marysia i gestem dłoni zabroniła ruszyć jej się z miejsca. 
Biedna czarnulka podpierała ścianę obok drzwi wejściowych i nie miała nawet okazji wymknąć niezauważenie, bo surowe spojrzenie ciężarnej kobiety (a z nimi naprawdę nie ma żartów) sprawiło, że znieruchomiała. 

- Dlaczego nie może stąd wyjść? - chciał wiedzieć Michał. - Chciałem porozmawiać z tobą, nie z wami – podkreślił ostatnie słowo, żeby wszyscy na pewno je zrozumieli.
Maria pokręciła głową. 

- To moja przyjaciółka. Nie mam przed nią sekretów.
- Świetnie, więc może ona powie mi co robiła moja narzeczona przez ten cały czas, kiedy powinna była siedzieć tu ze mną? 
- ONA ma imię – zauważyła surowo.
Michał chyba doszedł do wniosku, że nic z tego nie będzie, więc przestał w ogóle patrzeć w stronę Karoli, która teraz  miała ogniki w oczach i chciała go zamordować za zwracanie się do niej w trzeciej osobie. 

- Muszę ci coś powiedzieć – zaczął. Marysia uciszyła go gestem dłoni.
Popłynęła w przydużym szarym dresie do łóżka swojego chłopaka, a potem usiadła na nie spuszczając nogi do dołu. Zadbała o to, żeby bluza nie podkreśliła jej obecnych kształtów. 

- Najpierw ja ci coś powiem...
Dziewczyna wyjęła z kieszeni bluzy stary test ciążowy i położyła go na rozłożonej dłoni chłopaka. Początkowo Michał Idealny wpatrywał się z zainteresowaniem w przedmiot i zanim dotarło do niego co tak naprawdę trzyma w ręce, wydawał się naprawdę zrelaksowany. 

- O co chodzi.
To nawet nie było pytanie. Wypierał rzeczywistość każdą komórką swojego ciała. 

- Michał... Bo ja... jestem... w... ciąży...
Równie dobrze można było stłuc jednocześnie wszystkie okna w szpitalu, a i tak prawdopodobnie bolałoby to mniej niż ta długa chwila ciszy, która przecinała powietrze. 

- To niemożliwe – powiedział spokojnie.
Karola skręcała się z nerwów przy ścianie. 

- Michał, spędziliśmy razem noc i tak, zaszłam w ciążę. To jest jak najbardziej możliwe.
Pan Idealny pokręcił głową i zaczął chichotać pod nosem. To zdecydowanie nie był odpowiedni moment na chichotanie. 

- Nie przychodziłam do ciebie, bo nie wiedziałam jak to przyjmiesz. Ja sama jeszcze się nie pozbierałam... - mówiła. - To dla mnie okropna sytuacja i jestem pewna, że chcę oddać to dziecko jak tylko się urodzi. Nie jesteśmy gotowi na rodzicielstwo...

- Marysia. To niemożliwe – uparcie stał przy swoim. 

- Jak mam ci to wytłumaczyć, Michał? Seks bez zabezpieczenia równa się ewentualna ciąża, tak? Nie mieliśmy szczęścia, albo właściwie mieliśmy go zbyt dużo... 

- Musiałby się stać prawdziwy cud, żebyś była w ciąży. 
Marysia już otwierała usta, żeby wyjaśnić mu czym grozi stosunek dwóch kochających się osób i że to JAK NAJBARDZIEJ MOŻLIWE, ale słowo „cud” wryło jej się głęboko o w czaszkę. Cudów to my w ostatnim czasie mieliśmy zdecydowanie zbyt dużo. 

- Jak to? - zamrugała ze zdziwienia.
- Właśnie to chciałem ci powiedzieć. Jestem bezpłodny, bo w dzieciństwie miałem nieprzyjemny wypadek i musieli mi usunąć... pewne części ciała... To pewnie też dlatego nie jestem gotowy na seks i jest to drugi powód zaraz po tym, że szanuje wolę bożą i nie uznaje go przed ślubem. Wolałbym ci to powiedzieć bez świadków, ale cóż... 
Bardziej wstrząsające od tego były jedynie jego zaręczyny i orkiestra na korytarzu naszej uczelni. Chociaż nie wiem. Chyba jednak nie było bardziej wstrząsającej informacji niż to, że Michał Idealny jest bezpłodny. O Boże, on naprawdę nie może mieć dzieci. 
A Marysia w dalszym ciągu była w ciąży. Ta nowość wcale nie sprawiła, że  znowu była niepokalaną dziewicą. Teraz patrzyła szeroko otwartymi oczami to na Michała to na Karolę i nie mogła uwierzyć własnym uszom. Jej ostatnia nadzieja na normalne życie u boku swojego narzeczonego prysła jak bańka mydlana. 

- Chciałem się wytłumaczyć z tego, skoro widziałaś mnie już nago i pewnie zainteresował cię fakt, że nie ma tam dwóch brakujących elementów... Ekhmn, czy Karola naprawdę nie może stąd wyjść?

- Michał, ja...- zaczęła dziewczyna. 

- TO PRAWDZIWY CUD! - wypaliła Karola zbyt entuzjastycznie jak na obecną sytuację. 
Nie było szans na to, że Michał w to uwierzy. 
Kto przy zdrowych zmysłach uwierzyłby w historyjkę o cudownym zajściu w ciążę, kiedy fizycznie było to niemożliwe? Jasne, można było podejrzewać Michała o lekką niepoczytalność (biorąc pod uwagę jego wybrakowane części ciała) i bardzo możliwe,  że i o wstrząs mózgu, a także o to, że traktował cuda na zupełnie innej płaszczyźnie niż my niewierzące tak bardzo jak on, ale już nie przesadzajmy. 

poniedziałek, 2 marca 2015

6 listopada, trochę później

Stanęłyśmy we trzy pod szpitalem, w którym leżał Michał. Karola początkowo nie chciała iść, ale zaciągnęłam ją siłą. Rozumiałam doskonale, że była zła na Marysię i jej nastroje, ale nie mogłam pozwolić na to, żeby zostawiła mnie z tym wszystkim samą. 
No bo dajcie spokój. Mało mam swoich problemów, żeby jeszcze brać na barki problemy mojej przyjaciółki? 

- Mamy tam pójść z tobą? - zapytałam.
Miałam nadzieję, że odpowie „nie, nie trzeba, poradzę sobie”, ale zamiast tego złapała mnie za nadgarstek i pociągnęła do przodu. Zrozumiałam, że nie mamy innego wyjścia, jak przejść przez to razem z nią.  Karola niechętnie wlokła się za nami. 
Minęłyśmy recepcję i skierowałyśmy się do pokoju Michała. Ściany szpitala raziły bielą, a zapach wczesnego obiadu sprawiał, że robiło nam się niedobrze. A przynajmniej mi było słabo i wywracało mi się w  żołądku na myśl o tym,co  miało się wydarzyć. 

- Po prostu mu to powiem – mruknęła pod nosem.
Ciągle miała na sobie ten swój przeklęty dres i nieświeże włosy. 
Jednym ruchem ręki otworzyła drzwi do sali, w której leżał Michał. Na cztery łóżka, jakie były przygotowane zajęte było tylko jedno. Blondyn siedział na brzegu pomiętej  pościeli w dżinsowych spodniach i koszulce z nadrukiem. Najwyraźniej zamierzał opuścić szpital właśnie tego dnia i wpatrywał się w ścianę na przeciwko jakby na kogoś czekał. 
Hm, zastanówmy się. Czyżby na swoją narzeczoną, która nie raczyła odbierać telefonów i odpisywać na smsy? 

- Nareszcie jesteś.
Michał Idealny pokazał w uśmiechu swoje perfekcyjne zęby, ale szybko je zasłonił bo zdał sobie sprawę z tego, że  Marysia wygląda marnie i zupełnie nie świeżo. 

- Hm, cześć – mruknęła pod nosem.
Razem z Karolą też niewyraźnie bąknęłyśmy coś na przywitanie. 

- Czy twoja eskorta może nas zostawić samych? - zapytał.
- Nie sądzę – Marysia uśmiechnęła się lekko, jakby chciała załagodzić sytuację. - Mam ci coś ważnego po powiedzenia. 
- Ja tobie też – odparł smutno. 
Można było pomyśleć, że tych dwoje zaraz rzuci się  sobie w ramiona i zażegna wszelkie konflikty, ale nic z tych rzeczy. Sytuacja była o tyle niezręczna, że w sali szpitalnej stałyśmy jeszcze my, Marysia właśnie zamierzała okłamać narzeczonego, on sam miał jej coś ważnego dopowiedzenia, co więcej: nie było żadnej nocnej owsianki, a jak wszyscy wiemy, owsianka jest doba na wszystko i rozwiązuje wszelkie problemy. 
Co powinnam zapamiętać i zastosować zaraz po tym, jak wrócimy do domu i skończymy z Michałem Idealnym. 

6 listopada, minutę później

Drzwi szpitalnej sali otworzyły się i wielka dłoń złapała mnie za ramię. Podskoczyłam ze strachu, a potem sparaliżowało mnie od pasa w dół i nie mogłam wydusić z siebie ani jednego słowa. 
Emocje opadły, kiedy zorientowałam się, że to Darek, a udało mi się do tego dojść po tym, jak pisnął z bólu, kiedy wbiłam mu pięść w przyrodzenie. 
- Nie atakuje się od tyłu swojej dziewczyny w szpitalu, kiedy w dalszym ciągu ma się pod okiem limo wielkości dużej mandarynki, co znacznie utrudnia rozpoznanie. 
Wyciągnął mnie na korytarz klnąc pod nosem, ale o tym zaraz. 

czwartek, 26 lutego 2015

Kilka dni później

30 października

Naprawdę nie wiem co mam o tym myśleć, a możecie mi wierzyć – chciałabym.

6 listopada

Znowu byłyśmy w mieszkaniu w tym samym składzie. Marysia w dalszym ciągu była obrażona (ale teraz przynajmniej opuszczała pokój, żeby sama sobie zrobić jedzenie, bo założyła, że Karola robiąc jej takie świństwo równie dobrze mogła dosypywać jej czegoś do kawy). Karola wywracała oczami, kiedy na każdą próbę nawiązania ponownej przyjaźni Marysia reagowała prychnięciem. Jeśli o mnie chodzi, to zupełnie nie mogłam się odnaleźć.

Darek nie zadzwonił, nie napisał, ani prawdopodobnie nie dowiedział się niczego od faceta, imieniem Bola. Ze smutkiem patrzyłam na telefon komórkowy, ale oprócz wiadomości od Michała, który ciągle leżał w szpitalu i nie doczekał się wizyty Marysi (tym razem napisałam mu, że jest ciężko chora i nie chce go zarazić) nie było tam niczego  nowego.

Karola zachowywała się jakby nigdy nic się nie stało i miała na tyle przyzwoitości, żeby nie przypominać mi o tym, że właśnie osiągnęłam poziom krytyczny prosząc się o numer telefonu faceta, który podobno miał mnie odnaleźć. Nie przeraziła się tak bardzo jak ja, kiedy wyjaśniłam jej, że w klubie był współlokator mojego chłopaka. Co więcej, pogratulowała mi postępu w rozwiązywaniu tego związku i miała nadzieję, że w końcu podzielę z nią los szczęśliwej singielki.

- Przecież widzę, jak bardzo męczysz się z tym facetem – zauważyła. - Gdybym rozmawiała z Maryśką to zapytałabym, czy ma takie samo zdanie na ten temat, a jestem przekonana, że tak.
- Ale kiedy ja go kocham – mruknęłam.

Chociaż sama nie wiedziałam czy go kochałam. „Chyba” go kochałam. Zupełnie tak jak na początku naszego związku nie byłam w stanie stwierdzić co do niego czuję. Teraz granica między miłością a przyjaźnią zacierała się i po tylu latach naprawdę nie wiedziałam do której kategorii mam zaliczyć tego chłopaka.

- Jest jeszcze tyle osób do kochania, że szybko znajdziemy ci inny obiekt.

Cała sytuacja była o tyle frustrująca, że Darek w dalszym ciągu nawet nie napomknął ani słowa o tym, że spędził godziny poranne w piwnicy z jakąś imprezowiczką. Powinien leżeć krzyżem przed drzwiami mojego pokoju i całować po stopach, a on nawet nie raczył dobić się do moich drzwi i błagać o rozmowę ze  mną. Tak, wiem, już raz przyszedł do mieszkania, a wtedy Marysia zatrzasnęła mu drzwi przed nosem. Gdyby mu zależało to zrobiłby wszystko, żeby zamienić ze mną kilka słów, nawet jeśli miałby wyważyć drzwi albo wspinać się przez okno.

Dodatkowo, fakt, że Maria Andruszek była ciężarna przechodziło powoli do codziennego porządku.

Tomek postanowił wziąć w sprawy w swoje ręce i zaproponował blondynce randkę, na co dziewczyna zareagowała wybuchem śmiechu, a potem zupełnie poważnie powiedziała, że jak najszybciej musi poinformować Michała o tym, że zostanie ojcem.

- Czy ona już do reszty powariowała? - zapytał mnie, kiedy nachylałam się nad książką do francuskiego.
- Masz w tym jakiś wkład – wzruszyłam ramionami.

Jakoś łatwiej było to wszystko znosić, kiedy człowiek po prostu przestał przejmować się kilkoma rzeczami; własnym chłopakiem, przypadkowym zauroczeniem w klubie, ciężarną przyjaciółką, tym, że wujek jest ojcem dziecka ciężarnej przyjaciółki, tym że Karola nie miała oporu przed pocałowaniem mnie – oficjalnej heteroseksualnej nieszczęśliwej istoty ludzkiej – i że w dalszym ciągu była na stopie wojennej z Marysią, ale ty razem przynajmniej mieszkała z nami.

Adaś budził się przynajmniej cztery razy w nocy i Karola nie wytrzymała napięcia towarzyszącego wszystkim dzieciakom w mieszkaniu i ich matce, więc z dwojga złego (banda nieznośnych gówniarzy czy wściekła ciężarna przyjaciółka?) wybrała nas.

Starałam się w tym uczestniczyć najmniej jak tylko się dało.

A to było bardzo ciężkie, kiedy cała trójka rzucała w siebie nożami, podcinała nogi porcelanowymi talerzami i próbowała się przegadać przez drzwi łazienki.

- Czy zamierzasz wytłumaczyć swojej durnej przyjaciółce, że jeśli będzie okłamywać narzeczonego, że to jego dziecko to nic dobrego z tego nie wyjdzie?! - Tomek wrzeszczał do Karoli.
- Od kiedy nie jest moją przyjaciółką nie mam zamiaru jej niczego mówić – prychnęła.

Marysia też prychnęła, a potem trzasnęła drzwiami od pokoju.

Od kiedy Tomek dowiedział się o dziecku i przetłumaczył blondynce, że nie da się ot tak poronić, a nawet jeśli by chciała to musiałaby zacząć od krzywdzenia siebie – Maria chwyciła się planu b. To nie tak, że kibicowałyśmy jej w okłamywaniu swojego narzeczonego, ale było to sto razy lepsze od pomysłu z poronieniem/uśnięciem nowego życia i tak dalej. Maria stwierdziła, że oczywiście odda dziecko do adopcji, ale jego ojcem nie zostanie Tomek tylko Michał Idealny.

- Przecież ona się nie wyplącze z tego kłamstwa!
- Jakby ci na tym zależało! - krzyknęła zza drzwi swojego pokoju.
- Bo to MOJE DZIECKO.
- TO nie jest DZIECKO.
- Zamknijcie się oboje! - warknęła Karola, która łaziła poddenerwowana z jednego kąta w kąt. - Czy możesz coś z tym zrobić, Ana? - zwróciła się do mnie.
Złapałam telefon i zobaczyłam kolejną nieprzeczytaną wiadomość. Miałam nadzieję, że to Darek, ale niestety i tym razem to był Michał Idealny.

Muszę się zobaczyć z Marią. Natychmiast.

- Maryśka, obawiam się, że będziesz musiała opuścić dzisiaj jaskinię i iść na spotkanie ze swoim facetem.
- Nigdzie nie idę.
- Tym razem nie użył w smsie ani jednego „proszę” i „błagam”, żadnej smutnej buźki. Obawiam się, że teraz nie żartuje.
- Przecież nie spojrzę mu prosto w oczy! - wykrzyczała.

Cóż, nosząc w sobie nowe życie, które stworzyła z moim wujkiem miała prawo nie chcieć pokazywać się swojemu narzeczonemu, ale to nie oznaczało, że od razu powinna go wkręcać w ojcostwo, prawda?

- Jesteś totalnie psychiczna, Maryśka – podsumował wujek. - Jak cię kocha, to ci wybaczy, jak nie to by oznaczało, że nie jest ciebie wart. Powiedz mu prawdę.
- A gdybyś to twoja dziewczyna przespała się z kimś innym i nosiła w sobie jego dziecko? CZY TY JETEŚ NORMALNY? Takich rzeczy się nie wybacza!
- Słuchajcie, ja naprawdę nie sądzę, że taka wymiana zdań cokolwiek nam rozwiąże... - zaczęłam. Ciągle gapiłam się na ekran telefonu.

Karola usiadła obok mnie na dużym łóżku w moim pokoju i pokręciła przecząco głową. Wojny w naszym mieszkaniu były w ostatnim czasie na porządku dziennym, ale ciągle nie mogłyśmy wyjść z podziwu, że Maryśka jest w stanie ubrać barwy wojenne do każdej wypowiedzi.

- Obawiam się, że i tak musimy pójść do Michała – ciągnęłam. - Nie odzywasz się do niego od tygodnia i chłopak naprawdę się martwi.
- I co mu powiem? - wypaliła z czerwonymi ze zdenerwowania oczami. - Cześć kochanie, mam dla ciebie niespodziankę? Będziesz tatusiem? Chryste, jak to brzmi! - zawyła.
- Po pierwsze, nie możesz się denerwować – wyrecytowała Karola. - Kobiety w ciąży nie mogą się denerwować.

Marysia udała, że nie słyszy, bo w dalszym ciągu Karola była dla niej jak kiepskiej jakości powietrze. 

Czarnulka przewróciła oczami, założyła ręce i podkuliła nogi. Gdyby nie to, że czułam się nieswojo przebywając w pobliżu niej, pewnie już dawno bym ją objęła.
- I mogłabyś przestać udawać, że mnie tu nie ma – wysyczała przez zęby.

To też umknęło wyostrzonej uwadze Marysi, albo w dalszym ciągu udawała obrażoną.
Dobrze, spokojnie – powiedziałam. - Marysia, czy nie sądzisz, że powiedzenie prawdy Michałowi to będzie odważna i odpowiedzialna decyzja? - zaproponowałam.
- Jeśli zależałoby mi na tym, żeby zacząć być wytykana palcami to faktycznie mogłabym się nad tym zastanowić...
- Mówię zupełnie poważnie! Powiesz Michałowi prawdę, czy nie? - zacisnęłam pięści.
- Gdybyście nie zagrozili mi, że jak pozbędę się problemu to...
- Niczego się nie pozbędziesz – wtrącił Tomek.

Marysia zazgrzytała zębami. Od kiedy siedziała w swoim pokoju, zakładała na siebie tylko szary dres, nie myła włosów, ale wiązała je w kucyk na czubku głowy i naprawdę od bardzo dawna nie robiła sobie makijażu. Powoli zaokrąglał jej się brzuszek, co ukrywała pod szeroką bluzą, a może po prostu moja wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach. Teraz stała wkurzona jak osa obok Tomka i starała się nie wybuchnąć szyderczym śmiechem.

Tomek z kolei nie bardzo wiedział co ma ze sobą począć w obecnej sytuacji (to znaczy, oprócz tego co już zostało poczęte). Wymusił na mnie, że nie pisnę ani słowa rodzicom o tym, że będzie ojcem. On sam nie wiedział czy ma płakać, czy się cieszyć. Był sfrustrowany zachowaniem Marysi, ale za wszelką cenę próbował jej pomóc, chociaż za każdym razem odtrącała jego pomocną dłoń. Jedyne co mu się udało to wybicie jej z głowy „pozbycia się ciąży”, cokolwiek  miała na myśli używając tych słów.

- Nie mogę mu powiedzieć – zawyła. - Po prostu nie mogę...
Mój wujek chyba powoli zaczynał siwieć z nadmiaru wrażeń i zawirowań w życiu studenckim jego współlokatorek. Przeklną pod nosem, a potem niedźwiedzią ręką przeczesał włosy, jakby zastanawiał się nad tym co odpowiedzieć.
- Świetnie. Rób co chcesz – przecisnął przez gardło. - Ale na moją pomoc nie licz.

Wdać było, że kosztowało go to o wiele więcej niż sam początkowo wycenił. Wycofał się niedźwiedzim krokiem z pokoju i zostawił nas zupełnie same. Cisza, która zawisła w powietrzu była ciężka i męcząc. Czekałyśmy na reakcję Marysi.

- Świetnie – gestykulowała rękami. - Jeden problem z głowy.

Wspięła się na palcach po koszyk, który stał na szafie i z pudełka po prostownicy wyciągnęła testy ciążowe. Wybrała jeden i schowała do kieszeni buzy, a resztę wrzuciła z powrotem do pudełka.

Obawiałam się, że Marysia już postanowiła co zrobi z tym fantem. I nie będzie to najmądrzejsza decyzja jej życia.

poniedziałek, 16 lutego 2015

Godzinę później - część 2

Z bijącym sercem szukałam przystojnego ciemnowłosego chłopaka, który na jednej z imprez nie chciał się ode mnie odczepić, a potem niósł na rękach półprzytomną Marysię przez pół miasta. 
Co mi strzeliło do głowy, kiedy mówiłam, że zabawnie będzie kiedy mnie znajdzie? Czy nie prościej było podać numer telefonu? Dlaczego ja wiecznie muszę sobie wszystko utrudniać, zamiast korzystać z możliwości jakie daje mi życie? Przecież poprosił mnie o ten cholerny numer telefonu! „Jeśli będziesz chciał to mnie znajdziesz”, akurat. 
Powoli dokopałam się do Karoli. Usiadła na stołku barowym i popijała piwo przez słomkę. Kiedy mnie zauważyła, zdjęła torebkę z krzesła obok i wzrokiem wskazała mi puste siedzenie. Wsunęłam się na krzesło, co nie było znowu takie łatwe, kiedy miałam wysokie obcasy, i z bijącym sercem rozejrzałam się po klubie. Miałam idealny widok na wszystko to o działo się za barem i... na barmanów. 
Karola podsunęła mi piwo. Przyssałam się do słomki. 
- Czy on tu jest? - zapytała konspiracyjnym tonem.
Niechętnie pokręciłam głową. Sama nie wiedziałam czy to powietrze, które ze mnie zeszło to ulga czy może zawód. 
- Hm, to może kogoś zapytam?
Zrobiłam gigantyczne oczy ze zdziwienia, że w ogóle Karoli takie coś przyszło do głowy. 
Czyjeś łokcie wbijały mi się w plecy, i włosy łaskotały mnie po rękach, a cały tłum, który napierał na bar zatrzymywał się akurat na moich plecach. Nie marzyłam o niczym innym jak o tym, żeby sobie stamtąd pójść i wypić w spokoju to cholerne piwo, a potem wrócić do  domu. 

- Zgłupiałaś? - zapytałam. Mogła nie usłyszeć, bo między nas wcisnęła się jakaś para i dobitnie zażądała promocyjnych drinków.
- Ja się tym zajmę – usłyszałam. - Hm, przepraszam... 
Gdzieś z drugiego końca baru dojrzał nas jeden z barmanów. Był ubrany w czarną koszulę z firmowym logiem na piersi, i dobrze skrojone dżinsy. Z wyglądu przypominał niegrzecznego chłopca, ale kiedy tylko zauważył, że Karola macha w jego kierunku, na jego twarzy wykwitł miły uśmiech. 
Nie zdążyłam jej strącić z krzesła, bo barman przemieszczał się z prędkością światła i w ciągu jednej chwili znalazła się przy nas. 
- W czym mogę pomóc, drogie panie? - zapytał.
- Szukamy pewnej osoby – zaczęła Karola. - Czy pracuje tu jakiś „Maciek”? 
- Taaaak, pracuje – odpowiedział niechętnie. Najwyraźniej nie przepadał za takimi pytaniami. - Ale dzisiaj go nie ma.
- Mhm. A czy jest jakaś szansa, że się tu pojawi? - drążyła. 
Zrobiłam się już tak purpurowa, że przechodziłam w przezroczysty, tak bardzo paliłam się ze wstydu. 
- Szansa jest. Czasem zagląda tutaj kiedy ma wolne.
- A czy mógłbyś dać mi do niego numer telefonu? 
Chłopak roześmiał się. Nie było szans na numer telefonu. 
- Nie mam. Pracuje tu od niedawna i nie znamy się z chłopakami na tyle dobrze, żeby wymieniać numery.
Wytarł ścierką kufel do piwa, a potem odstawił go na bok. Wzruszył ramionami. 
- A nie możesz załatwić nam jego numeru od kogoś... innego?
- Słuchaj, bardzo chciałbym pomóc, ale naprawdę nie mogę. 
- Nie możesz zapytać, czy ktoś ma do niego numer? 
Kopnęłam Karolę w kostkę. Lekko się skrzywiła, ale starała się nie dać po sobie poznać, że coś jest nie tak. Numer telefonu? Czy jej już naprawdę coś usiadło na mózg? I że niby ja miałabym do niego zadzwonić, tak? 
- Hej, Bola! - zawołał chłopak odwracając się do swoich kolegów. Stali w zupełnie innym końcu pomieszczenia. - Te miłe dziewczyny pytają, czy nie masz może numeru telefonu do tego jak mu tam...
Zeskoczyłam ze stołka i uciekłam czym prędzej w dziki tłum, który prowadził na salę taneczną. Potrzebowałam dokładnie dwóch sekund, żeby zorientować się, że mam kłopoty. Przecież Darek mówił mi, że Bola dostał pracę. Czyżby umknęło mu to, że dostał pracę w elitarnym klubie w Krakowie? Jak mógł pominąć taki szczegół? To nawet nie był szczegół!
Marzyłam tylko o tym, żeby zapaść się pod ziemię. Albo wytłuc wszystkich gości tego klubu zaczynając od wijących się dziewczyn, a kończąc na Boli i dopiero potem dać się porwać otchłani rozpaczy. 
Przynajmniej miałam pewność, że Maćka nie było w pobliżu. 
Z rękami uniesionymi do góry dopchałam się aż do stanowiska DJ-a. Przez chwilę pobujałam się do Shakiry bacznie rozglądając się na boki. Nie mogłam przestać myśleć o tym, że: 
a) Bola powie o wszystkim Darkowi i wyjdzie na jaw, że go zdradziłam, 
b) Maciek naprawdę mnie wystawił i nawet nie zamierzał mnie szukać, 
c) Karola nie mogła postawić mnie w mniej komfortowej sytuacji. Dlaczego ona to zrobiła? Czy nie wystarczyło jej to, że i tak moje życie wisiało na włosku, a mój związek razem z nim? Czy to, że Darek mnie zdradził, oznaczało, że ja musiałam jawnie i z premedytacją zdradzić jego? 
Hej, czekajcie! Ja totalnie wiem o co jej chodziło! 
Musiałam ją znaleźć. Wiosłowałam rekami w drugą stronę, żeby przedostać się do baru. Chciałam stanąć przed nią, spojrzeć jej prosto w oczy i zapytać, czy naprawdę chodziło jej o to, żeby zniechęcić do mnie Termita.
Kiedy ja go nawet nie lubiłam. Z mojej strony to było na tyle. 
Wypatrzyłam ją jak stała przy ścianie i szukała mnie wzrokiem. Cekiny wbijały mi się w plecy, czyjeś kolczyki zaczepiły o moją sukienkę, a tłum szalał do Gangam Style bujając się na boki. Ledwo mogłam się utrzymać na dwunastocentymetrowych obcasach. 

- Dlaczego to zrobiłaś? - dopadłam ją niemal krzycząc. 
Czarnulka wzruszyła ramionami i pokazała mi gestem dłoni, że niewiele słyszy. Przysunęła się dwa kroki do przodu, tak, że stałyśmy naprzeciwko siebie. 
- Dlaczego mi to zrobiłaś? - powtórzyłam.
- O co ci chodzi? - zapytała, jakby cała ta sytuacja sprzed kilku minut w ogóle nie miała miejsca. 
Pokręciłam głową z niedowierzania. Przysunęłam się jeszcze bliżej, żeby wyjaśnić jej, że to co zrobiła było nie na miejscu, nieetyczne i prawdopodobnie zrujnuje mi życie, ale wtedy stało się coś dziwnego. 
Tłum jeszcze bardziej się ścieśnił. W jednej chwili znalazłam się naprzeciwko mojej przyjaciółki i nie dzielił nas nawet jeden pęcherzyk powietrza. W drugiej chwili, ktoś popchnął nas w tak niefortunny sposób, że zamiast celować w jej ucho, żeby wygarnąć jej wszystko to co zrobiła, moja twarz trafiła w jej twarz,  a konkretnie moje usta przykleiły się do jej ust. I to by było jeszcze jak najbardziej w porządku, bo takie rzeczy się zdarzają, a potem wszyscy śmiejemy się z tego na imprezach. Tyle, że Karola nie cofnęła się, nie odskoczyła, tylko mnie... pocałowała. 
Długo i namiętnie. Nie tak jak w trakcie naszej nauki całowania, nie jak wtedy, kiedy demonstrowała mi zachowanie Termita. Całowała mnie tak, jakby długo czekała na ten moment i cóż, jakby chciała mnie pocałować. 
Stałam nieruchomo nie bardzo wiedząc co mam zrobić. 
Po raz kolejny nie wycelowałam w to miejsce co trzeba i jak się okazuje, nie potrzebowałam do tego polnych kwiatów. Parszywe szczęście. 
Patrzyłam na jej przymknięte powieki oczami rozszerzonymi ze zdziwienia. Nie wiedziałam, czy mam odskoczyć, odepchnąć ją, po prostu odejść, czy może zignorować i udawać, że nic się nie stało. Stałam wmurowana w podłogę elitarnego klubu Lola i czekałam na jej reakcję. 
Karola odkleiła się ode mnie, uśmiech wykwitł na jej twarzy, a potem złapała mnie za rękę i pociągnęła w stronę środka sali, żeby przetańczyć jeszcze kilka kawałków. Nie skomentowała tego nawet jednym słowem. 
Myślałam tylko o tym, że moja przyjaciółka właśnie mnie pocałowała i że mój chłopak w ciągu dwudziestu czterech godzin dowie się, że szukałyśmy barmana Maćka. Gdzieś tam, bardzo głęboko tliła się jeszcze iskierka nadziei, że może Bola nie wie jak wyglądam, bo właściwie nigdy się tym nie interesował i nie był w stanie podnieść głowy, żeby zobaczyć, że to ja wchodzę do pokoju, czy cokolwiek. Tylko to utrzymywało mnie przy życiu. 
Boże, ona naprawdę to zrobiła. I nie chodzi tutaj o zdzieranie numeru telefonu nieznajomego faceta od kolegów mojego chłopaka.