piątek, 13 lutego 2015

Godzinę później - część 1

Miałam idealnie wyprostowane włosy i perfekcyjną kreskę na oku. Wyglądałam jak milion dolarów w gigantycznych szpilkach, które podwędziłam niezauważenie z szafy Marysi, obcisłej sukience i rockowej kurtce Karoli. Karola też nie schodziła z ceny, bo założyła obcisłe spodnie, bluzkę w kolorze cappuccino z głębokim dekoltem i wysokie koturny. Kiedy powiedziała mi, że wybieramy się na spacer, nie podejrzewałam, że będę musiała się wystroić jak na wybieg, żeby przejść Floriańską do Rynku głównego i z powrotem. 
Niestety w połowie naszego spaceru lekko zmodyfikowała swój pomysł. Wiedziałam, że do tego dojdzie, bo inaczej nie nalegałaby na to, że mam mieć perfekcyjny makijaż (róż i tusz do rzęs? Oszalałaś? Zrób się na dziką kotkę, mamy prawo błyszczeć na spacerze). 
Na SPACERZE. 
Idealna kreska na oku z okazji SPACERU. 
W połowie ulicy Floriańskiej zaczepił nas młody chłopak w kapeluszu i marynarce narzuconej na rozpiętą koszulę. Błyszczały mu oczy, kiedy prześwietlił nas od góry do dołu.  Podekscytowany wcisnął nam w dłonie kupony wejściowe do Loli. 

- Nie, my dzię...
- Jasne, super! - nie dała mi dokończyć. - Dzięki wielkie. 
Bylibyście w stanie uwierzyć w to, że zupełnie zapomniałam o Maćku? Naprawdę, wyleciało  mi z głowy, że ktoś taki istnieje. Widocznie wyparłam z pamięci jego postać, a może po prostu miałam za dużo na głowie. Poza tym, to on  miał mnie znaleźć, prawda? Nie powinnam się była wychylać w żaden sposób, on sam powinien zrobić wszystko, żeby do mnie trafić. 
To, że pracuje w Loli jako barman, też zupełnie mi umknęło i obudziłam się dopiero w momencie, kiedy schodziłyśmy schodami wyłożonymi czerwonym dywanem do podziemnego klubu i kiedy Karola odwróciła się do mnie przodem. 
- Co za zbieg okoliczności! - wypaliła. - Może natkniemy się na Maćka.
Maćka. Maćka. O jakim ona Maćku... O BOŻE. 
To właśnie wtedy straciłam panowanie nad sobą i zaczęłam uciekać w popłochu. Gdyby nie to, że biegłam pod prąd i niezadowoleni goście imprezy wygłaszali głośno swoje uwagi, już dawno pokonałabym rekordowy odcinek floriańskiej biegnąc na wysokich obcasach. 

- Opanuj się! - upomniała mnie dziewczyna. - Przecież nic się nie stało.

Wytłumaczyłam jej to, że faceci nie lubią, jak kobieta im się narzuca i, że kiedy mówią, że z pewnością ją znajdą, i że NAPRAWDĘ to zrobią to i tak zaraz po imprezie zaczynają mieć ją gdzieś i szukają kolejnej zwierzyny. 
I jeszcze to, że nie mam ochoty się na niego natknąć. Najmniejszej. 
- Czy może być coś bardziej upokarzającego niż szukanie faceta, który nie chce cię znaleźć? - zawyłam.
- Owszem – powiedziała ciągnąc mnie w stronę szatni. - Bardziej upokarzające jest latanie za facetem, który woli twoją najlepszą przyjaciółkę. 
- Hej, nie miej do mnie o to pretensji! I tak jestem przekonana, że się przesłyszałaś.
- Wątpię. 
- Mógł powiedzieć, „ A, no tak zawsze cię pragnąłem”. Niekoniecznie „Ano”. Mogłaś pomylić prosty zwrot „A, no” z moim imieniem. 
- Daruj sobie – popatrzyła na mnie zrezygnowana. - Nie chcę do tego wracać. 
Przytaknęłam. Oddałyśmy kurtki do szatni i schowałyśmy plastikowe kluczyki do staników (bezbłędny sposób na przetrzymywanie pieniędzy i kluczy od domu, a czasem nawet telefonu komórkowego), a potem poszłyśmy na sale taneczną. 
Nigdy nie byłam w Loli. Lola to najbardziej elitarny klub w Krakowie i jeśli nie jesteś bogatą utrzymanką swojego równie bogatego faceta, który równie dobrze mógłby być twoim ojcem, albo nie szukasz sponsora na jedną noc, albo chłopaka, który obiecał, że cię znajdzie i zupełnie przypadkowo jest barmanem – nie masz czego szukać w w tym klubie. 
Bo Lola to podziemny klub do którego schodzi się po czerwonym dywanie, gdzie ochrona odprowadza cię spojrzeniem nawet do łazienki. W tle leci jakaś ekspresyjna muzyka do której nie za bardzo wiesz jak się ruszać, ale laski, które polują na sponsorów z całą pewnością mogłyby się wić do niej jak węże. Wszyscy są ubrani jakby dopiero co wyskoczyli z okładki czasopisma i mają na nogach bajecznie drogie i wysokie buty, na których się nie potykają. 

Zwykli śmiertelnicy maja problem z chodzeniem na tak wysokim obcasie, ale nie goście Loli. Goście Loli płyną nad ziemią, a ich obcasy ciągnął się za nimi, a przy tym wyglądają bosko, nie maja pryszczy i puder im się nie waży z nadmiaru potu. Bo klienci tego klubu chyba w ogóle się nie pocą. 
Pasowałyśmy do tego klubu jak pięść do nosa. Albo jak Księżna Kate Middleton do naszego krakowskiego mieszkania. Albo jak Termit do Karoli, albo... 
Wszystkie ściany były wyłożone lustrami, żeby każda polująca na starszego amanta kobieta mogła widzieć wszystkie swoje ruchy i ewentualnie rozmazany tusz do rzęs. Wszędzie był puszczany dym i czerwone światła. Podejrzewam, że w pierwszy lepszym burdelu bywało przytulniej. 
Karola wspięła się na palcach i ponad głowami wszystkich znalazła wejście do baru. Pociągnęła mnie za rękę, a ja starałam się nie wywinąć kozła na moich niebotycznie wysokich obcasach. Po kilku metrach, które udało mi się przebyć nie wbijając nikomu łokci w żebra, dałam sobie spokój z przepraszaniem wszystkich dookoła, bo i tak zagłuszała mnie muzyka. 
Bar znajdował się w zupełnie innym pomieszczeniu, ale i tak w korytarzu łączącym salę taneczna z barem, wiła się cała masa gibkich kobiet. Wyglądały jakby właśnie szykowały się na casting do cyrku. Przefiltrowałam je wzrokiem i pogratulowałam sobie wyczucia stylu. Wszystkie panienki miały na sobie przyciasne sukienki, które nie pozostawiały zbyt dużego pola dla wyobraźni. 
Wciągnęłam powietrze, jakby od tego zależało, czy zobaczę Maćka. 
- Strasznie się wleczesz – szturchnęła mnie czarnulka. - Zajmę nam kolejkę. 
Zniknęła mi z oczu, bo z prędkością światła wbiła się do kolejki. Niepewnie rozejrzałam się dookoła. Znając moje szczęście Maciek faktycznie gdzieś tam była, ale pewnie już kilka razy zdążył o mnie zapomnieć. Albo dopiero co opuścił klub. I chociaż byłam przekonana, że ta historia nie skończy się szczęśliwie, ja w dalszym ciągu lustrowałam wzrokiem wszystkich gości w poszukiwaniu tego chłopaka. 
Chociaż nie powinnam, bo przecież miałam już swojego, nawet jeśli całkiem niedawno zdradził mnie z jakąś lafiryndą w piwnicy swojego bloku. 
Gdzieś tam głęboko, naprawdę, bardzo bardzo głęboko, tliła się w moim sercu iskierka nadziei, że może akurat nie mógł mnie znaleźć, chociaż tak bardzo się starał. Albo właśnie dał do drukarni moje zdjęcie i w ciągu kilku dni zobaczę swoją podobiznę na wszystkich słupach ogłoszeniowych. Albo napisał ogłoszenie w internecie, a ja po prostu akurat je pominęłam. Mógł mnie szukać. Miał tyle możliwości, a mi po prostu nie przyszło do głowy, żeby sprawdzić, czy gdzieś tam na świecie jest poszukiwana Ana. 

Nawet na to nie wpadłam. 

poniedziałek, 9 lutego 2015

Knock - knock

Jeden kubek zaniosłam pod drzwi pokoju Marysi i zapukałam cicho. Dziewczyna otworzyła je, schyliła się po herbatę i prawie bezgłośnie powiedziała: 

- Jak będziesz robiła kanapki to zrobisz dla mnie jedną? - falowane blond włosy były spięte na czubku głowy. 
- Jasne – próbowałam się uśmiechnąć, chociaż tak naprawdę niespecjalnie chciało mi się unosić kąciki ust. 
Usiadłam z kubkiem parującego wrzątku i pozwoliłam aby para otuliła całą moją twarz. Byłam zupełnie zmęczona całą sytuacją i naszą żałobą w mieszkaniu. Już nie pamiętałam jak to jest być w tym dużym pokoju zupełnie sama – zawsze Karola zajmowała albo większą część dywanu rozwalając się z książką i zostawiając okruszki po ciastkach na podłodze, albo zwijała się w kłębek na łóżku i nakrywała kocem. Gadała wtedy o swojej wielkiej miłości do Termita i o tym, że jej matka jest nienormalna. Zajmowała połowę, a czasem więcej, mojego łóżka co zwykle mnie irytowało, ale kiedy okazało się, że  mam całe łóżko dla siebie to było jakoś... pusto? 
Usłyszałam, jak ktoś zdecydowanie puka do drzwi mieszkania. Dałam sobie spokój i powoli piłam zieloną herbatę zakładając, że Tomek znowu zamówił żarcie na wynos i mogłam tylko obstawiać czy to była pizza czy może tym razem chińszczyzna. Dłuższa chwila minęła zanim podszedł do drzwi. Usłyszałam jak skrzypią, a potem ktoś pakuje się w buciorach do przedpokoju. 
Drzwi w moim pokoju były bardzo trudnym przypadkiem bo ciężko je było zarówno domknąć jak i otworzyć. Zawiasy zjedzone przez czas skrzypiały kiedy napotkały strumień powietrza. W pewnym momencie uchyliły się i stanęła w nich czarnowłosa dziewczyna. 
Poparzyłam sobie język. 

- Nie mogę tam mieszkać! - stwierdziła.
I celowo zrobiła to głośno, żeby Marysia wszystko usłyszała. 
- Jestem tam od czterech dni i dostaję szału.
- No świetnie – powiedziałam lekko zdezorientowana. - Ale nikt przecież nie zabrania ci do nas wrócić...
- Honor – oznajmiła. 
- Schowaj go w buty i przynieś piżamę. 
Odstawiłam kubek na biurko i wyciągnęłam się na krześle. Chyba całe wieki nie rozmawiałam z nikim oko w oko. Rozmów telefonicznych w ostatnich dniach miałam już powyżej uszu. 

- Maria zabije mnie wzrokiem – wyjaśniła.
- Prawdopodobnie nawet nie zauważyła, że cię nie ma.  

Co było okropnym kłamstwem, bo głośno i wyraźnie skomentowała całe zdarzenie, jak tylko Karola zamknęła za sobą drzwi mieszkania. Powiedziała, że nareszcie zrobiła coś dobrego dla niej i ich przyjaźni. Wyczułam w tym sporą dawkę ironii. 

- Jasne – prychnęła czarnulka. - Czy możemy dzisiaj gdzieś wyjść, albo zrobić cokolwiek, żebym nie musiała topić się we własnych wyrzutach sumienia, pilnować Adasia i zajmować się bliźniaczkami a potem wysłuchiwać jaką to wyrodną jestem córką, bo zamknęłam na pół dnia matkę w pokoju gościnnym? I że jeszcze mam czelność wracać do domu, wyobrażasz to sobie? Powiedziała mi to własna matka.
Nie chciałam rozmawiać o jej relacjach z Elą  bo od zawsze były one na stopie wojennej i nie robiło to na nas już najmniejszego wrażenia. 

- Masz jakąś propozycję? Bo ja zamierzałam otworzyć czekoladę, zrobić kakao i obejrzeć jakieś romansidło, które przypominałoby o tym, jak beznadziejnego mam chłopaka.
- Świetna myśl – zaaprobowała – pod warunkiem, że zaraz po tym masz zamiar popełnić samobójstwo. Mam lepszy pomysł. 
Zwykle kiedy ktoś mówił, że ma „lepszy pomysł”, można się było spodziewać, że z całą pewnością nie będzie lepszy, a już na pewno przysporzy nam nowych problemów. Dlaczego nie mogłam się nauczyć, że kiedy ktoś chce mnie wciągnąć w cokolwiek, a mi świeci się nad głową czerwona lampka to znaczy, że NIE POWINNAM TEGO ROBIĆ? 

Byłam takim tchórzem i słabeuszem, że nie byłam w stanie powiedzieć „nie” nikomu z wyjątkiem mojego chłopaka.  A i tak ostatnim razem „nie” powiedziała za mnie Marysia. 

czwartek, 5 lutego 2015

Kilka dni później

Z facetami był jeden podstawowy problem: jeśli byli potrzebni, to nigdy ich nie było, a kiedy życzyłaś sobie tego, żeby więcej ich nie zobaczyć, nagle okazywało się, że nad twoją głową wisi wielka strzałka z napisem: tak, tu jestem. 

Od kiedy wydało się, że moja najlepsza przyjaciółka przespała się z MOIM WUJKIEM, życie na jednej z krakowskich ulic, w skromnym studenckim mieszkaniu zmieniło się nie do poznania. 
 
Po pierwsze: Karola zrezygnowała z wynajmowania prawej części mojego łóżka, bo nie mogła znieść tego, w jaki sposób Marysia ją traktuje. Karola była dla niej już nawet nie powietrzem – wstrzymywała oddech przechodząc obok, jakby zaciągnięcie się wonią dziewczyny miało jej w jakiś sposób zaszkodzić. Czarnulka nie wytrzymała i zapukała do mieszkania swojej matki z przeprosinami. Miała już dosyć klękania przed zaborczą blondynką i błagania ją o wybaczenie, a musicie wiedzieć, że ona dosłownie klęczała i błagała ją o to, żeby z powrotem zawiązać nić przyjaźni. 
 
Żegnałam ją z białą chusteczką w ręce, jakby wyprowadzała się na koniec świata, a nie do mieszkania obok. 
 
Po drugie: Marysia siedziała zamknięta w swoim pokoju przez cały czas, wyłączając momenty, kiedy otwierała drzwi, żeby odebrać ode mnie herbatę/płatki kukurydziane czy resztki obiadu, o co prosiła w wylewnym smsie. I pomijając te dziwactwa, zachowywała się wobec mnie jak moja najlepsza przyjaciółka. Uśmiechała się promiennie i dziękowała oraz chwaliła wszystko to co jej przyniosłam. Gdyby nie Tomek, to nawet nie wiedziałabym, że przez przez ścianę dzielącą jego jaskinię od pokoju Marysi, wylewa hektolitry łez. Wujek powiedział mi na ucho, że z jego pokoju słychać dosłownie wszystko. 
 
I  po trzecie: Tomek zachowywał się tak, jakby Marysia była jego żoną, a w najgorszym przypadku dziewczyną, bo dbał o nią bardziej niż o swoje wyjściowe buty. Zwykle przeze mnie przekazywał wszystko to co chce jej powiedzieć, ale kiedy wyrzucała pomięte kartki z listami miłosnymi przez okno, chłopak zupełnie się załamał. Kazałam mu zacząć do niej dzwonić, ale wtedy wyłączyła telefon. 
 
To pewnie dlatego do mnie dobijał się cały jej świat, a moja skrzynka wiadomości głosowych pękała w szwach. 
 
Nie miałam wyjścia. Dzielnie odbierałam telefony. 
 
Od Michała: O, cześć! Tak, Marysia popsuła telefon, a teraz bierze długą kąpiel. Przysięgam, że jak tylko skończy to powiem jej, że dzwoniłeś. Oczywiście, że wybiera się do szpitala. Jak tylko skończy czytać sześćset pięćdziesiąt stron na jutro to od razu się tam pojawi. Nic na to nie poradzę, że już są sprawdziany. Matura sama się nie napisze, kolego!

Od jej mamy: Dzień dobry, czy coś się stało? Dzwoni pani już pięćdziesiąty raz i zastanawiam się czy wszystko okay. Marysia mówiła, że ma problem z siecią, i musi go rozwiązać. Przekaże. Teraz jej nie ma. Jak wróci to powiem, żeby się odezwała. Niech się pani nie martwi, mam ją na oku. Słucham? Jakich głupot? Nie narobiłyśmy ŻADNYCH GŁUPOT. Tylko teraz dużo się uczymy, rozumie pani, matura i te sprawy... Żyjemy pod ogromną presja. Rozumie pai, zależy nam na dobrych wynikach w szkole. 
 
Chyba powinnam przestać wyciągać maturę jako główny argument dlaczego Marysia przestała utrzymywać kontakt ze światem. 
 
Od mojej mamy: Jak to, nie odbiera telefonów? Powiedz tej kobiecie, że jej córka jest zajętym człowiekiem i nie będzie rozmawiać ze swoją matką przez cały czas, bo nie ma czasu, i jak już wspominałam, jest bardzo zajęta. Słucham? Że niby ja jestem zirytowana? Skąd ci to przyszło do głowy, mamo? Eee, czy powiedziałam tacie o rocznicy? Oczywiście, ale chyba nie bardzo mnie słuchał. Nie obchodzi mnie ten nauczyciel, więc mogłabyś mi tego oszczędzić. Spoko mamo, naprawdę. Musze kończyć. 
 
Od mamy Michała: Dzień dobry, Marysia nie może podejść do telefonu. Jest zajęta dzierganiem Matki boskiej na poduszce dla pani syna. Tak, też uważam, że to cudownie z jej strony, dlatego nie przeszkadzam jej ciągłymi telefonami. Miłego dnia!
 
Od Karoli: Jeszcze nie wyszła i jeśli nie wykurzymy jej stamtąd siłą to raczej nie zapowiada się, żeby opuściła ten pokój... Ona od nikogo nie odbiera telefonów, więc nie musisz czuć się wyróżniona. 
 
Od Tomka: NAPRAWDĘ nie obchodzi mnie to że masz już swoje typy na imiona dla dziecka. Mam to gdzieś i nie będę jej przekazywać twoich pomysłów. Poza tym, po co dzwonisz, skoro masz do mnie dwa metry? Y, chociaż nie. Nie przychodź. 
 
Od Michała, znowu: Jest na czterysta drugiej stronie, jeśli będziesz co chwilę dzwonił, to ona nie zdąży wpaść do ciebie przed Bożym Narodzeniem. Nic nie kombinujemy, zajmij się kierowaniem łaski bożej na twoje rany po upadku. No co ty, naprawdę podejrzewają, że ktoś mógł ci czegoś dosypać? Nie wierzę! Zapytam Darka, jasne. Pa! 
 
Od Darka: Ciągle nie wiesz, dlaczego jestem na ciebie wściekła? Nie chodzi mi o ten cholerny weekend w Zakopanem! To wszystko przez twoje przeklęte buty! A tak w ogóle, co ci się stało w oko? Halo? Darek? Jesteś tam? Idiota. 
 
Od Tomka:  Eleonora, hm, nie wydaje mi się, żeby to był najlepszy twój pomysł... Czy możesz w końcu przestać mi przeszkadzać i zająć się ważnymi sprawami a nie szukaniem imienia dla dziecka? 
 
Od Karoli: Naprawdę masz ochotę wyjść na miasto? Od kilku dni jestem pełnoetatową sekretarką Marysi i chyba już powoli tracę głos. Nie wiem. Pomyślę nad tym, okay? Tak, mi ciebie tez brakuje. Nie ma mnie kto dociskać do ściany zimnymi stopami między pierwszą a drugą w nocy. 
 
Od Michała, po raz kolejny: A jak myślisz, ile stron jest w stanie przeczytać w ciągu dziewięciu minut? 
 
Od mojej mamy: Nie wydaje mi się, żebym dała radę urwać się na weekend do domu. Błagam, przyznaj się, dzwonisz tylko po to, żeby opowiedzieć mi o tym młodym nauczycielu. Nie sądzisz, że to trochę nie fair wobec taty? Ach, no tak, jeśli zapomniał o rocznicy pierwszej randki to jest nic nie znaczącym śmieciem... Nie, nie dawaj mi do telefony Elizy! Pa! 
 
Od mamy Marysi: Słucham? Nic z tych rzeczy, nie unikam pani!Naprawdę nagrała się pani na pocztę już dziesięć razy? Widocznie mój telefon też już nie jest w najlepszej formie. Marysia straciła głos. Tak, ma straszną chrypkę, lepiej żeby nic nie mówiła. Och, to może być angina! Chyba powinnam ją zabrać do lekarza. Mówi pani, że raczej chrypka nie jest wyznacznikiem? Cóż, chyba ma pani rację, lepiej sprawdzimy co to takiego. Do widzenia! 
 
Od Termita: Nie obchodzi mnie to, że nie możesz się dogadać z Karolą. Dla twojej wiadomości, Karola się wyprowadziła, bo mamy małą żałobę na mieszkaniu. NIE, TO WCALE NIE OZNACZA, że możesz do nas wpaść. Nienawidzimy nachosów. Założyłyśmy z Marysią klub kobiet nienawidzących nachosów, które przynoszą źli chłopcy, którzy rozkochują w sobie niewinne przyjaciółki. Nie masz pewności, że taki klub nie istnieje. Błagam, zajmij się rujnowaniem życia  komu innemu. 
 
Od taty: Tato, czy nie możecie zacząć rozwiązywać swoje sprawy między sobą? Dlaczego nie powiesz jej tego wszystkiego co właśnie mi? I jakby co, to przypomniałam ci o rocznicy, dobra? Nie, nie wiem czy znajdę czas, żeby pojechać na weekend do domu. Podejrzewam, że to będzie trudne. Też cię kocham! Pa!  
 
Od Michała, jeszcze raz: Nie sądzę, że się gniewa. Niby o co? Ona chce ci dać czas do namysłu. Po tym jak powiedziałeś, że nie możesz sobie poradzić z tą informacją... skąd wiem? Przecież jestem jej najlepszą przyjaciółką! Po prostu daj sobie czas. I jej. Jesteście najlepiej dobraną parą jaką znam i nie wydaje mi  się, żeby mogło stać się cokolwiek co sprawi, że was poróżni, hm, um... Zaraz padnie mi telefon. 
 
Od  Termita: Byłam zupełnie poważna, kiedy powiedziałam, że nie chcemy, żebyś przychodził. 
 
Od mojej mamy: Nie mamo, nie uważam, że nie jesteś warta okazywania czułości. Pogadaj z tatą, jestem pewna, że ma ci coś ciekawego do powiedzenia. 
 
A w końcu wyłączyłam aparat, bo moje zszargane nerwy nie radziły sobie z kulturalnymi wypowiedziami przez telefon. 
Zrobiłam za to dwie herbaty – o jedną zostałam poproszona w lakonicznym smsie. 

niedziela, 1 lutego 2015

28 października, dwie chwile później

- Czy ty jesteś w ciąży? - zapytał ponownie, jakby spodziewał się, że ktoś zaraz wyskoczy zza rogu i powie, że dał się wkręcić w dowcip stulecia. W jego głosie można było wyczuć nutkę nadziei, że ktoś zaraz wystrzeli konfetti i wszyscy będziemy się z tego śmiać. 
 
Marysia zakryła twarz rękami, żeby obronić się przed nienawistnym wzrokiem Karoli i pytającym spojrzeniem Tomka. Ja stałam z boku i wszystko dokładnie obserwowałam. Chłopak kucnął obok niej i położył rękę na drobnych plecach blondynki. 
- Dlaczego mi  nie powiedziałaś?
 
Parsknęłam śmiechem. A jak miała powiedzieć? Hm, cześć Tomek, pamiętasz  jak przeżywałam swój pierwszy raz u ciebie w pokoju, tam gdzie resztki pizzy szlajały się pod łóżkiem? Obawiam się, że zostanie nam mała pamiątka po tym wybryku. 
 
Ja bym umarła ze wstydu, gdybym zorientowała się, że spałam z Tomkiem (fuj, fuj!) a co dopiero, że zaszłam z nim w ciążę (fuj, fuj, fuj!). Musiałabym być niepoczytalna, żeby do tego dopuścić. Albo skrajnie sfrustrowana, bo tylko to tłumaczy zachowanie Marysi. 

- Poza tym, mówiłaś, że bierzesz tabletki...   
Maria w dalszym ciągu milczała. Jeszcze ściślej otoczyła się ramionami na wypadek gdyby Tomkowi przyszło do głowy ją objąć. 

- Nie bierze. Łyka jak sobie przypomni w przerwach między zdobieniem paznokci a wyczesywaniem kołtunów – pospieszyła z wytłumaczeniem Karola.
- Czy możesz przestać utrudniać mi życie? - jęknęła blondynka.
 
Karola wycofała się i stanęła obok mnie. Założyła ręce i teraz we dwie wpatrywałyśmy się w ten obrazek. Marysia skulona na dywanie i Tomek klęczący obok niej. 
  
- Ale to niemożliwe... - powiedział bardziej do siebie niż do kogokolwiek.
Był w tak ciężkim szoku, że przechodził teraz przez fazę wyparcia. Był tylko wolnym facetem, lewo po studiach, z dobrą praca, nowym samochodem i jeszcze tyloma imprezami przed sobą. Jakim cudem mógł wpakować się w ojcostwo? Co mu wpadło do tej cholernej, pustej głowy? 
Notatka na przyszłość: nigdy więcej nie proponuj włoskiego wina niewyżytej dziewczynie, która ma świętego faceta i nie uznaje seksu przed ślubem. Facet, nie dziewczyna. 
 
Nawet zrobiło mi się go żal, ale wtedy pomyślałam sobie, że Marysia musiała patrzeć na niego, kiedy był w zupełnym negliżu i wszystkie uczucia, które mogłyby walczyć o miano tych pozytywnych, odpłynęły. 

- Może zostawimy was samych – zaproponowałam.
- Nie – powiedzieli równocześnie. 
 
Nie pozostało mi nic innego jak stać nieruchomo i wpatrywać się jak dwóm bliskim mi osobom świat wali się na głowę bez żadnego ostrzeżenia. 
- Marysia, ale to naprawdę nie jest możliwe... - jak na tak dużego faceta, jego głos ewaluował w najbardziej babski sopran jaki kiedykolwiek słyszałam.
- Jest możliwe, durniu! - wrzasnęła niespodziewanie. - Uprawialiśmy seks, ja nie łyknęłam tabletki, rzygałam, zrobiłam test, nie miałam okresu i ta-dam! - ze złością gestykulowała rękami. - Oto jestem! Ciężarna! 
- Ale... ja w to nie wierzę – Tomek zrobił się kredowo biały. 
- Spokojnie, wszystkim się zajmę – rzeczowym tonem obwieściła dziewczyna. - Zamierzam zadbać o to, żeby to coś nigdy nie przyszło na świat. 
 
Tomek spodziewał się, że Marysia machnie magiczną różyczką, którą ukradnie z pierwszej lepszej Halloweenowej wystawy i problem sam się rozwiąże. Nie przyszło mu do głowy, co tak naprawdę Maria zamierza zrobić. Widziałyśmy, że zdecydowanie się zrelaksował i jego ramiona nie były już tak bardzo spięte. 

- Ona chce poronić, idioto! - rzuciła Karola, kiedy zorientowała się, że Tomek zupełnie nie kuma.
Wtedy zaperzył się i zdecydowanie urósł w barach.  
- Jesteś jakaś niepoważna, czy co? - postukał się w głowę.
 
Ten gest mieliśmy akurat idealnie dopracowany w całej naszej rodzinie. Cały klan Pertysów stukał się w głowę, żeby uświadomić rozmówcy jak wielkim idiotą okazał się w ostatnim czasie. 
 
W oczach dziewczyny pojawiły się łzy. 

- Och, przestań ryczeć, morderczyni! - wypaliła Karola. Nie mogła patrzeć na to co Maryśka wyprawiała ze swoim życiem.
- Trzeba to przyjąć na klatę – oznajmiłam, żeby dodać otuchy Tomkowi. - Widocznie tak miało być. Bóg zamierzał dać wam dziecko. 
Nie byłam do końca pewna swoich słów, ale brzmiały na tyle mądrze, że mogły w jakiś sensie pomóc w budowaniu nowej relacji między młodymi rodzicami. 
- Nie mógł zacząć od kota?
 
Maryśce puściły wszelkie hamulce i rozpłakała się jak małe dziecko. Chłopak przysunął się bliżej, żeby przytulić dziewczynę, albo zrobić cokolwiek, co powinien zrobić facet w momencie, kiedy dowiaduje się, że zostanie ojcem przez głupie wino któregoś popołudnia. Blondynka strzepnęła jego dłonie z pleców i położyła się na ziemię w pozycji embrionalnej. Zapewne, żeby nadać wydarzeniu charakter nieco bardziej dramatyczny. 
 
Jakbyśmy już i tak nie mieli wystarczająco dużo wrażeń w ostatnim czasie. 

- To może pozmawiacie o tym, jak już Marysia ochłonie? - zaproponowałam.
- I jak już zabije moje dziecko? NIE MA MOWY – żachnął się chłopak. 
- Nikt tu nikogo nie będzie zabijał – obruszyłam się – czy jakkolwiek to nie brzmi, bez uprzedniej rozmowy ze wszystkimi, jasne? 
 
Byłam jak dobra wróżka lecąca nad polem bitwy, gdzie przyjaciele nawzajem wbijają sobie kołki między żebra i ta wróżka też z miłą chęcią by im wszystkim poharatała kości, ale jest zbyt smutna, żeby cokolwiek robić w tym kierunku. 

- Tomek, proszę, ani słowa moim rodzicom – zarządziłam. - Idź do pokoju, włącz odmóżdżający film i przestań się tym na razie przejmować.
- Czy ty jesteś poważna, Frana? 
- W życiu nie byłam poważniejsza.
- Jak twoim zdaniem mam teraz skupić się na czymkolwiek, skoro wiem, że będę ojcem? - spanikował. - Boże, który to miesiąc? 
- Drugi, baranie i jakoś do tej pory sobie radziłeś z olewaniem całego świata na rzecz Doktora House. - Ja nie rozumiem, dlaczego mi nie powiedziałaś... - zwrócił się do Marysi. - Będę musiał zostać ojcem. Co za numer... 
- Czy możesz na razie nikomu się tym nie chwalić? - dziewczyna wysyczała przez zęby. - Byłoby miło, gdyby moi rodzice jednak się o tym nie dowiedzieli. 
- Jak chcesz przed nimi ukryć swój wielki brzuch, a potem niemowlaka? - Tomek był szczerze zdziwiony.
 
Maryśka wywróciła oczami. 

- O to się już nie martw. 
- Nawet nie próbuj robić krzywdy temu... dziecku! - wykrzyknął. 
 
Podeszłam do tego psychologicznie. Położyłam dłoń na ramieniu barczystego chłopaka i poklepałam pocieszająco. 
- Tomek, podejrzewam, że dziś już więcej z niej nie wyciśniesz.
- Idź już – bez ogródek ponagliła go Karola. 
- Nie sądzę, że... 
- Po prostu idź – powtórzyłam po czarnulce. 
 
Wykurzyłyśmy mojego wujka i przyszłego ojca z pokoju z wielkim trudem. Stawiał się, kiedy pchałyśmy go z Karolą w stronę drzwi i kilka razy próbował władować nam się z powrotem, ale przesunęłyśmy komodę i zatarasowałyśmy nią przejście. 
 
Karola już raz tego dnia barykadowała komodą jedne drzwi w mieszkaniu obok, więc wiedziałyśmy że patent powinien przyjąć się i tutaj. 
 
Wujek nie mógł tak do końca pogodzić się z tym, że a) zostanie ojcem b) jego ostatnia partnerka seksualna nie powiedziała mu, że nie łyka tabletek c) ta sama partnera seksualna nie napomknęła mu o ciąży ani słowa d) przyjaciółki jego ostatniej partnerki seksualnej wyprosiły go z pokoju w bardzo nieprzyjemny sposób używając do tego gróźb i zastraszania. 
Co dziesięć minut pukał do drzwi i pytał, czy Marysia czegoś nie potrzebuje. Soków, owoców, czekolady, ogórków czy czegokolwiek. Nie wystarczyło jak raz krzyknęłyśmy wszystkie razem, że nie, dziękujemy. 
- Nie pytałem was, tylko Marysi – obruszył się. 
 
Gdyby tylko siła jej na to pozwoliła to byłam przekonana, że z zażenowania waliłaby głową w ścianę swojego pokoju. Tymczasem leżała jak bezbronne zwierze na środku pomieszczenia i oddychała powoli, miarowo. Karola zaryzykowała i objęła ją ramieniem, a kiedy ta nie wbiła jej paznokci w dłonie przysunęła się bliżej, żeby dopasować się do pozycji embrionalnej przyjaciółki. 
 
Czy Karola żałowała, że powiedziała Tomkowi o tym, że będzie miał dziecko? Nie sądzę. Raczej przejmowała się tym, że Marysia może znaleźć kolejny sposób na to, żeby pozbyć się... tego czegoś z jej brzucha. Ściskała przyjaciółkę, jakby chciała jej powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i na pewno się ułoży. 
- Jak długo zamierzasz odgrywać tą szopkę? - zapytała w pewnym momencie Marysia.
 
Czarnulka otworzyła oczy ze zdziwienia, bo nie spodziewała się, że dziewczyna odezwie się  w przeciągu trzech kolejnych dni do kogokolwiek (doskonale pamiętała trzydniowy okres milczenia, kiedy przez zwykły przypadek zaczęła czytać jej kalendarz bo leżał na biurku zupełnie samotny i opuszczony). 

- Jak długo jeszcze będziesz udawać matkę Teresę z Kalkuty? - spróbowała ponownie.- Błagam, nie każ mi na siebie patrzeć, bo w tym momencie nienawidzę cię chyba bardziej niż TO... 
 
Mówiąc TO, miała na myśli małą fasolkę kiełkującą pod jej sercem, byłam o tym przekonana. 
 
Nie próbowałam więc wbijać się do przyjacielskiego uścisku, bo wiedziałam, że Marysia jeszcze przez bardzo długi czas nam tego nie wybaczy. A przynajmniej Karoli, bo ja wyjątkowo tego dnia byłam zupełnie czysta. Nie wmieszałam się w żadną głupią sprawę i nie skrzywdziłam żadnej istoty chodzącej po świecie. Byłam kryształowo niewinna. 
 
I smutna.