czwartek, 5 lutego 2015

Kilka dni później

Z facetami był jeden podstawowy problem: jeśli byli potrzebni, to nigdy ich nie było, a kiedy życzyłaś sobie tego, żeby więcej ich nie zobaczyć, nagle okazywało się, że nad twoją głową wisi wielka strzałka z napisem: tak, tu jestem. 

Od kiedy wydało się, że moja najlepsza przyjaciółka przespała się z MOIM WUJKIEM, życie na jednej z krakowskich ulic, w skromnym studenckim mieszkaniu zmieniło się nie do poznania. 
 
Po pierwsze: Karola zrezygnowała z wynajmowania prawej części mojego łóżka, bo nie mogła znieść tego, w jaki sposób Marysia ją traktuje. Karola była dla niej już nawet nie powietrzem – wstrzymywała oddech przechodząc obok, jakby zaciągnięcie się wonią dziewczyny miało jej w jakiś sposób zaszkodzić. Czarnulka nie wytrzymała i zapukała do mieszkania swojej matki z przeprosinami. Miała już dosyć klękania przed zaborczą blondynką i błagania ją o wybaczenie, a musicie wiedzieć, że ona dosłownie klęczała i błagała ją o to, żeby z powrotem zawiązać nić przyjaźni. 
 
Żegnałam ją z białą chusteczką w ręce, jakby wyprowadzała się na koniec świata, a nie do mieszkania obok. 
 
Po drugie: Marysia siedziała zamknięta w swoim pokoju przez cały czas, wyłączając momenty, kiedy otwierała drzwi, żeby odebrać ode mnie herbatę/płatki kukurydziane czy resztki obiadu, o co prosiła w wylewnym smsie. I pomijając te dziwactwa, zachowywała się wobec mnie jak moja najlepsza przyjaciółka. Uśmiechała się promiennie i dziękowała oraz chwaliła wszystko to co jej przyniosłam. Gdyby nie Tomek, to nawet nie wiedziałabym, że przez przez ścianę dzielącą jego jaskinię od pokoju Marysi, wylewa hektolitry łez. Wujek powiedział mi na ucho, że z jego pokoju słychać dosłownie wszystko. 
 
I  po trzecie: Tomek zachowywał się tak, jakby Marysia była jego żoną, a w najgorszym przypadku dziewczyną, bo dbał o nią bardziej niż o swoje wyjściowe buty. Zwykle przeze mnie przekazywał wszystko to co chce jej powiedzieć, ale kiedy wyrzucała pomięte kartki z listami miłosnymi przez okno, chłopak zupełnie się załamał. Kazałam mu zacząć do niej dzwonić, ale wtedy wyłączyła telefon. 
 
To pewnie dlatego do mnie dobijał się cały jej świat, a moja skrzynka wiadomości głosowych pękała w szwach. 
 
Nie miałam wyjścia. Dzielnie odbierałam telefony. 
 
Od Michała: O, cześć! Tak, Marysia popsuła telefon, a teraz bierze długą kąpiel. Przysięgam, że jak tylko skończy to powiem jej, że dzwoniłeś. Oczywiście, że wybiera się do szpitala. Jak tylko skończy czytać sześćset pięćdziesiąt stron na jutro to od razu się tam pojawi. Nic na to nie poradzę, że już są sprawdziany. Matura sama się nie napisze, kolego!

Od jej mamy: Dzień dobry, czy coś się stało? Dzwoni pani już pięćdziesiąty raz i zastanawiam się czy wszystko okay. Marysia mówiła, że ma problem z siecią, i musi go rozwiązać. Przekaże. Teraz jej nie ma. Jak wróci to powiem, żeby się odezwała. Niech się pani nie martwi, mam ją na oku. Słucham? Jakich głupot? Nie narobiłyśmy ŻADNYCH GŁUPOT. Tylko teraz dużo się uczymy, rozumie pani, matura i te sprawy... Żyjemy pod ogromną presja. Rozumie pai, zależy nam na dobrych wynikach w szkole. 
 
Chyba powinnam przestać wyciągać maturę jako główny argument dlaczego Marysia przestała utrzymywać kontakt ze światem. 
 
Od mojej mamy: Jak to, nie odbiera telefonów? Powiedz tej kobiecie, że jej córka jest zajętym człowiekiem i nie będzie rozmawiać ze swoją matką przez cały czas, bo nie ma czasu, i jak już wspominałam, jest bardzo zajęta. Słucham? Że niby ja jestem zirytowana? Skąd ci to przyszło do głowy, mamo? Eee, czy powiedziałam tacie o rocznicy? Oczywiście, ale chyba nie bardzo mnie słuchał. Nie obchodzi mnie ten nauczyciel, więc mogłabyś mi tego oszczędzić. Spoko mamo, naprawdę. Musze kończyć. 
 
Od mamy Michała: Dzień dobry, Marysia nie może podejść do telefonu. Jest zajęta dzierganiem Matki boskiej na poduszce dla pani syna. Tak, też uważam, że to cudownie z jej strony, dlatego nie przeszkadzam jej ciągłymi telefonami. Miłego dnia!
 
Od Karoli: Jeszcze nie wyszła i jeśli nie wykurzymy jej stamtąd siłą to raczej nie zapowiada się, żeby opuściła ten pokój... Ona od nikogo nie odbiera telefonów, więc nie musisz czuć się wyróżniona. 
 
Od Tomka: NAPRAWDĘ nie obchodzi mnie to że masz już swoje typy na imiona dla dziecka. Mam to gdzieś i nie będę jej przekazywać twoich pomysłów. Poza tym, po co dzwonisz, skoro masz do mnie dwa metry? Y, chociaż nie. Nie przychodź. 
 
Od Michała, znowu: Jest na czterysta drugiej stronie, jeśli będziesz co chwilę dzwonił, to ona nie zdąży wpaść do ciebie przed Bożym Narodzeniem. Nic nie kombinujemy, zajmij się kierowaniem łaski bożej na twoje rany po upadku. No co ty, naprawdę podejrzewają, że ktoś mógł ci czegoś dosypać? Nie wierzę! Zapytam Darka, jasne. Pa! 
 
Od Darka: Ciągle nie wiesz, dlaczego jestem na ciebie wściekła? Nie chodzi mi o ten cholerny weekend w Zakopanem! To wszystko przez twoje przeklęte buty! A tak w ogóle, co ci się stało w oko? Halo? Darek? Jesteś tam? Idiota. 
 
Od Tomka:  Eleonora, hm, nie wydaje mi się, żeby to był najlepszy twój pomysł... Czy możesz w końcu przestać mi przeszkadzać i zająć się ważnymi sprawami a nie szukaniem imienia dla dziecka? 
 
Od Karoli: Naprawdę masz ochotę wyjść na miasto? Od kilku dni jestem pełnoetatową sekretarką Marysi i chyba już powoli tracę głos. Nie wiem. Pomyślę nad tym, okay? Tak, mi ciebie tez brakuje. Nie ma mnie kto dociskać do ściany zimnymi stopami między pierwszą a drugą w nocy. 
 
Od Michała, po raz kolejny: A jak myślisz, ile stron jest w stanie przeczytać w ciągu dziewięciu minut? 
 
Od mojej mamy: Nie wydaje mi się, żebym dała radę urwać się na weekend do domu. Błagam, przyznaj się, dzwonisz tylko po to, żeby opowiedzieć mi o tym młodym nauczycielu. Nie sądzisz, że to trochę nie fair wobec taty? Ach, no tak, jeśli zapomniał o rocznicy pierwszej randki to jest nic nie znaczącym śmieciem... Nie, nie dawaj mi do telefony Elizy! Pa! 
 
Od mamy Marysi: Słucham? Nic z tych rzeczy, nie unikam pani!Naprawdę nagrała się pani na pocztę już dziesięć razy? Widocznie mój telefon też już nie jest w najlepszej formie. Marysia straciła głos. Tak, ma straszną chrypkę, lepiej żeby nic nie mówiła. Och, to może być angina! Chyba powinnam ją zabrać do lekarza. Mówi pani, że raczej chrypka nie jest wyznacznikiem? Cóż, chyba ma pani rację, lepiej sprawdzimy co to takiego. Do widzenia! 
 
Od Termita: Nie obchodzi mnie to, że nie możesz się dogadać z Karolą. Dla twojej wiadomości, Karola się wyprowadziła, bo mamy małą żałobę na mieszkaniu. NIE, TO WCALE NIE OZNACZA, że możesz do nas wpaść. Nienawidzimy nachosów. Założyłyśmy z Marysią klub kobiet nienawidzących nachosów, które przynoszą źli chłopcy, którzy rozkochują w sobie niewinne przyjaciółki. Nie masz pewności, że taki klub nie istnieje. Błagam, zajmij się rujnowaniem życia  komu innemu. 
 
Od taty: Tato, czy nie możecie zacząć rozwiązywać swoje sprawy między sobą? Dlaczego nie powiesz jej tego wszystkiego co właśnie mi? I jakby co, to przypomniałam ci o rocznicy, dobra? Nie, nie wiem czy znajdę czas, żeby pojechać na weekend do domu. Podejrzewam, że to będzie trudne. Też cię kocham! Pa!  
 
Od Michała, jeszcze raz: Nie sądzę, że się gniewa. Niby o co? Ona chce ci dać czas do namysłu. Po tym jak powiedziałeś, że nie możesz sobie poradzić z tą informacją... skąd wiem? Przecież jestem jej najlepszą przyjaciółką! Po prostu daj sobie czas. I jej. Jesteście najlepiej dobraną parą jaką znam i nie wydaje mi  się, żeby mogło stać się cokolwiek co sprawi, że was poróżni, hm, um... Zaraz padnie mi telefon. 
 
Od  Termita: Byłam zupełnie poważna, kiedy powiedziałam, że nie chcemy, żebyś przychodził. 
 
Od mojej mamy: Nie mamo, nie uważam, że nie jesteś warta okazywania czułości. Pogadaj z tatą, jestem pewna, że ma ci coś ciekawego do powiedzenia. 
 
A w końcu wyłączyłam aparat, bo moje zszargane nerwy nie radziły sobie z kulturalnymi wypowiedziami przez telefon. 
Zrobiłam za to dwie herbaty – o jedną zostałam poproszona w lakonicznym smsie. 

niedziela, 1 lutego 2015

28 października, dwie chwile później

- Czy ty jesteś w ciąży? - zapytał ponownie, jakby spodziewał się, że ktoś zaraz wyskoczy zza rogu i powie, że dał się wkręcić w dowcip stulecia. W jego głosie można było wyczuć nutkę nadziei, że ktoś zaraz wystrzeli konfetti i wszyscy będziemy się z tego śmiać. 
 
Marysia zakryła twarz rękami, żeby obronić się przed nienawistnym wzrokiem Karoli i pytającym spojrzeniem Tomka. Ja stałam z boku i wszystko dokładnie obserwowałam. Chłopak kucnął obok niej i położył rękę na drobnych plecach blondynki. 
- Dlaczego mi  nie powiedziałaś?
 
Parsknęłam śmiechem. A jak miała powiedzieć? Hm, cześć Tomek, pamiętasz  jak przeżywałam swój pierwszy raz u ciebie w pokoju, tam gdzie resztki pizzy szlajały się pod łóżkiem? Obawiam się, że zostanie nam mała pamiątka po tym wybryku. 
 
Ja bym umarła ze wstydu, gdybym zorientowała się, że spałam z Tomkiem (fuj, fuj!) a co dopiero, że zaszłam z nim w ciążę (fuj, fuj, fuj!). Musiałabym być niepoczytalna, żeby do tego dopuścić. Albo skrajnie sfrustrowana, bo tylko to tłumaczy zachowanie Marysi. 

- Poza tym, mówiłaś, że bierzesz tabletki...   
Maria w dalszym ciągu milczała. Jeszcze ściślej otoczyła się ramionami na wypadek gdyby Tomkowi przyszło do głowy ją objąć. 

- Nie bierze. Łyka jak sobie przypomni w przerwach między zdobieniem paznokci a wyczesywaniem kołtunów – pospieszyła z wytłumaczeniem Karola.
- Czy możesz przestać utrudniać mi życie? - jęknęła blondynka.
 
Karola wycofała się i stanęła obok mnie. Założyła ręce i teraz we dwie wpatrywałyśmy się w ten obrazek. Marysia skulona na dywanie i Tomek klęczący obok niej. 
  
- Ale to niemożliwe... - powiedział bardziej do siebie niż do kogokolwiek.
Był w tak ciężkim szoku, że przechodził teraz przez fazę wyparcia. Był tylko wolnym facetem, lewo po studiach, z dobrą praca, nowym samochodem i jeszcze tyloma imprezami przed sobą. Jakim cudem mógł wpakować się w ojcostwo? Co mu wpadło do tej cholernej, pustej głowy? 
Notatka na przyszłość: nigdy więcej nie proponuj włoskiego wina niewyżytej dziewczynie, która ma świętego faceta i nie uznaje seksu przed ślubem. Facet, nie dziewczyna. 
 
Nawet zrobiło mi się go żal, ale wtedy pomyślałam sobie, że Marysia musiała patrzeć na niego, kiedy był w zupełnym negliżu i wszystkie uczucia, które mogłyby walczyć o miano tych pozytywnych, odpłynęły. 

- Może zostawimy was samych – zaproponowałam.
- Nie – powiedzieli równocześnie. 
 
Nie pozostało mi nic innego jak stać nieruchomo i wpatrywać się jak dwóm bliskim mi osobom świat wali się na głowę bez żadnego ostrzeżenia. 
- Marysia, ale to naprawdę nie jest możliwe... - jak na tak dużego faceta, jego głos ewaluował w najbardziej babski sopran jaki kiedykolwiek słyszałam.
- Jest możliwe, durniu! - wrzasnęła niespodziewanie. - Uprawialiśmy seks, ja nie łyknęłam tabletki, rzygałam, zrobiłam test, nie miałam okresu i ta-dam! - ze złością gestykulowała rękami. - Oto jestem! Ciężarna! 
- Ale... ja w to nie wierzę – Tomek zrobił się kredowo biały. 
- Spokojnie, wszystkim się zajmę – rzeczowym tonem obwieściła dziewczyna. - Zamierzam zadbać o to, żeby to coś nigdy nie przyszło na świat. 
 
Tomek spodziewał się, że Marysia machnie magiczną różyczką, którą ukradnie z pierwszej lepszej Halloweenowej wystawy i problem sam się rozwiąże. Nie przyszło mu do głowy, co tak naprawdę Maria zamierza zrobić. Widziałyśmy, że zdecydowanie się zrelaksował i jego ramiona nie były już tak bardzo spięte. 

- Ona chce poronić, idioto! - rzuciła Karola, kiedy zorientowała się, że Tomek zupełnie nie kuma.
Wtedy zaperzył się i zdecydowanie urósł w barach.  
- Jesteś jakaś niepoważna, czy co? - postukał się w głowę.
 
Ten gest mieliśmy akurat idealnie dopracowany w całej naszej rodzinie. Cały klan Pertysów stukał się w głowę, żeby uświadomić rozmówcy jak wielkim idiotą okazał się w ostatnim czasie. 
 
W oczach dziewczyny pojawiły się łzy. 

- Och, przestań ryczeć, morderczyni! - wypaliła Karola. Nie mogła patrzeć na to co Maryśka wyprawiała ze swoim życiem.
- Trzeba to przyjąć na klatę – oznajmiłam, żeby dodać otuchy Tomkowi. - Widocznie tak miało być. Bóg zamierzał dać wam dziecko. 
Nie byłam do końca pewna swoich słów, ale brzmiały na tyle mądrze, że mogły w jakiś sensie pomóc w budowaniu nowej relacji między młodymi rodzicami. 
- Nie mógł zacząć od kota?
 
Maryśce puściły wszelkie hamulce i rozpłakała się jak małe dziecko. Chłopak przysunął się bliżej, żeby przytulić dziewczynę, albo zrobić cokolwiek, co powinien zrobić facet w momencie, kiedy dowiaduje się, że zostanie ojcem przez głupie wino któregoś popołudnia. Blondynka strzepnęła jego dłonie z pleców i położyła się na ziemię w pozycji embrionalnej. Zapewne, żeby nadać wydarzeniu charakter nieco bardziej dramatyczny. 
 
Jakbyśmy już i tak nie mieli wystarczająco dużo wrażeń w ostatnim czasie. 

- To może pozmawiacie o tym, jak już Marysia ochłonie? - zaproponowałam.
- I jak już zabije moje dziecko? NIE MA MOWY – żachnął się chłopak. 
- Nikt tu nikogo nie będzie zabijał – obruszyłam się – czy jakkolwiek to nie brzmi, bez uprzedniej rozmowy ze wszystkimi, jasne? 
 
Byłam jak dobra wróżka lecąca nad polem bitwy, gdzie przyjaciele nawzajem wbijają sobie kołki między żebra i ta wróżka też z miłą chęcią by im wszystkim poharatała kości, ale jest zbyt smutna, żeby cokolwiek robić w tym kierunku. 

- Tomek, proszę, ani słowa moim rodzicom – zarządziłam. - Idź do pokoju, włącz odmóżdżający film i przestań się tym na razie przejmować.
- Czy ty jesteś poważna, Frana? 
- W życiu nie byłam poważniejsza.
- Jak twoim zdaniem mam teraz skupić się na czymkolwiek, skoro wiem, że będę ojcem? - spanikował. - Boże, który to miesiąc? 
- Drugi, baranie i jakoś do tej pory sobie radziłeś z olewaniem całego świata na rzecz Doktora House. - Ja nie rozumiem, dlaczego mi nie powiedziałaś... - zwrócił się do Marysi. - Będę musiał zostać ojcem. Co za numer... 
- Czy możesz na razie nikomu się tym nie chwalić? - dziewczyna wysyczała przez zęby. - Byłoby miło, gdyby moi rodzice jednak się o tym nie dowiedzieli. 
- Jak chcesz przed nimi ukryć swój wielki brzuch, a potem niemowlaka? - Tomek był szczerze zdziwiony.
 
Maryśka wywróciła oczami. 

- O to się już nie martw. 
- Nawet nie próbuj robić krzywdy temu... dziecku! - wykrzyknął. 
 
Podeszłam do tego psychologicznie. Położyłam dłoń na ramieniu barczystego chłopaka i poklepałam pocieszająco. 
- Tomek, podejrzewam, że dziś już więcej z niej nie wyciśniesz.
- Idź już – bez ogródek ponagliła go Karola. 
- Nie sądzę, że... 
- Po prostu idź – powtórzyłam po czarnulce. 
 
Wykurzyłyśmy mojego wujka i przyszłego ojca z pokoju z wielkim trudem. Stawiał się, kiedy pchałyśmy go z Karolą w stronę drzwi i kilka razy próbował władować nam się z powrotem, ale przesunęłyśmy komodę i zatarasowałyśmy nią przejście. 
 
Karola już raz tego dnia barykadowała komodą jedne drzwi w mieszkaniu obok, więc wiedziałyśmy że patent powinien przyjąć się i tutaj. 
 
Wujek nie mógł tak do końca pogodzić się z tym, że a) zostanie ojcem b) jego ostatnia partnerka seksualna nie powiedziała mu, że nie łyka tabletek c) ta sama partnera seksualna nie napomknęła mu o ciąży ani słowa d) przyjaciółki jego ostatniej partnerki seksualnej wyprosiły go z pokoju w bardzo nieprzyjemny sposób używając do tego gróźb i zastraszania. 
Co dziesięć minut pukał do drzwi i pytał, czy Marysia czegoś nie potrzebuje. Soków, owoców, czekolady, ogórków czy czegokolwiek. Nie wystarczyło jak raz krzyknęłyśmy wszystkie razem, że nie, dziękujemy. 
- Nie pytałem was, tylko Marysi – obruszył się. 
 
Gdyby tylko siła jej na to pozwoliła to byłam przekonana, że z zażenowania waliłaby głową w ścianę swojego pokoju. Tymczasem leżała jak bezbronne zwierze na środku pomieszczenia i oddychała powoli, miarowo. Karola zaryzykowała i objęła ją ramieniem, a kiedy ta nie wbiła jej paznokci w dłonie przysunęła się bliżej, żeby dopasować się do pozycji embrionalnej przyjaciółki. 
 
Czy Karola żałowała, że powiedziała Tomkowi o tym, że będzie miał dziecko? Nie sądzę. Raczej przejmowała się tym, że Marysia może znaleźć kolejny sposób na to, żeby pozbyć się... tego czegoś z jej brzucha. Ściskała przyjaciółkę, jakby chciała jej powiedzieć, że wszystko będzie dobrze i na pewno się ułoży. 
- Jak długo zamierzasz odgrywać tą szopkę? - zapytała w pewnym momencie Marysia.
 
Czarnulka otworzyła oczy ze zdziwienia, bo nie spodziewała się, że dziewczyna odezwie się  w przeciągu trzech kolejnych dni do kogokolwiek (doskonale pamiętała trzydniowy okres milczenia, kiedy przez zwykły przypadek zaczęła czytać jej kalendarz bo leżał na biurku zupełnie samotny i opuszczony). 

- Jak długo jeszcze będziesz udawać matkę Teresę z Kalkuty? - spróbowała ponownie.- Błagam, nie każ mi na siebie patrzeć, bo w tym momencie nienawidzę cię chyba bardziej niż TO... 
 
Mówiąc TO, miała na myśli małą fasolkę kiełkującą pod jej sercem, byłam o tym przekonana. 
 
Nie próbowałam więc wbijać się do przyjacielskiego uścisku, bo wiedziałam, że Marysia jeszcze przez bardzo długi czas nam tego nie wybaczy. A przynajmniej Karoli, bo ja wyjątkowo tego dnia byłam zupełnie czysta. Nie wmieszałam się w żadną głupią sprawę i nie skrzywdziłam żadnej istoty chodzącej po świecie. Byłam kryształowo niewinna. 
 
I smutna. 

czwartek, 29 stycznia 2015

28 października, chwilę później

- No i matka powiedziała, że właściwie to najchętniej zobaczy mnie w więzieniu, bo skoro dopuszczam się takich rzeczy to ona tylko czeka, aż przyjdę do niej z nożem.

Pokręciłam głową z niedowierzania. Siedziałyśmy na ziemi i zbierałyśmy resztki popcornu z ostatniej nocy. 

Wiecie, rodzice na całym świecie są naprawdę różni i żaden nie jest nawet w przybliżeniu podobny do ideału. Moja mama była zajęta sobą i nie przejmowała się tym co dzieje się u ojca, a do mnie dzwoniła tylko w tych chwilach, kiedy autentycznie nie mogła sobie z nim poradzić. Momentami myślałam, że to ja jestem rodzicem w tym układzie i muszę pogodzić jakimś cudownym sposobem tych dwoje nastolatków. 

Z kolei rodzice Marysi już na starcie stwierdzili, że zmarnowali sobie życie i miło by było, gdyby ich córka (ta, która śmiała zniszczyć im młodzieńce lata) jednak nie popełniła tego samego błędu co oni. 

Ale pani Ela była zupełnie wyjątkowa. Nie mogła pogodzić się ze świadomością, że jej najstarsza córka jest na tyle duża, że jest w stanie sama wykaraskać się z problemów i to wcale nie oznacza, że wyląduje za kratkami.
 
Była przewrażliwiona, a mając jeszcze trójkę dzieci na głowie, które nie dają jej spać po nocach i są podejrzewane o wpychanie sobie tabletek do nosa – nie było się czemu dziwić. 
 
Właśnie opierałam brodę o nadgarstki, żeby przetrawić wszystko to co powiedziała Karola, kiedy Marysia wtrąciła się w rozmowę zupełnie swobodnym tonem. 
- Potrzebuję tabletek poronnych.
 
Oczy czarnowłosej dziewczyny zmrużyły się tak, że wyglądała jak dziki kot szykujący się do ataku. Marysia właśnie śmiała przerwać jej długą wypowiedź o tym, jaką to potworną matką jest Ela i jak tak dalej pójdzie to Karola sama zajdzie w ciąże, żeby zrobić matce na złość. 
Pomijając to, że nie ma zielonego pojęcia jaki jest system uprawiania miłości i dopiero co nauczyła się całować, a cała praktyka jeszcze przed nią.  

- Znowu zaczynasz? Jeśli tak bardzo nie chcesz... tego, to po prostu oddasz to do adopcji, jasne?
Poczułam jak coś wbija mi się między żebra. Nie miałam ochoty na oddawanie żadnego maleństwa, które było przecież członkiem mojej rodziny... 
 
Pewnie gdybym sama była w ciąży, to sprawa wyglądałaby zupełnie inaczej. Ale nie na tyle, że zdecydowałabym się stracić dziecko. Tak myślę. 

-Tabletki wczesnoporonne nie działają w drugim miesiącu ciąży – zauważyłam. Miałam nadzieję, że ten argument ją przekona. - Jesteś odrobinę spóźniona. 
- Nawet nie będziecie wiedzieć, kiedy się tego pozbędę.
Dziewczyna zdmuchnęła blond pasemko z czoła i zapatrzyła się w punkt na suficie. Od  kiedy stwierdziła, że nie będzie w stanie okłamać  Michała Idealnego i wmówić mu, że wpadli, a potem wymyśliła kolejny genialny pomysł, że po prostu to dziecko straci, była zupełnie inna. Jakby mniej uśmiechnięta. Bardziej ironiczna. I totalnie przekonana o swojej racji. 
 
Zdecydowanie bardziej podobała mi się pierwsza wersja, która miała rozwiązać jej problem, nawet jeśli podczas realizacji wypadłyśmy na kryminalistki, które chciały pozbawić życia narzeczonego przyjaciółki. 

- Maryśka, ostrzegam cię po raz ostatni. Nie mam najmniejszych oporów przed tym, żeby wtajemniczyć w to wszystko Tomka – powiedziała Karola.
 
Ochoczo przytaknęłam. 

- Nie zrobiłybyście mi tego – na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Ona naprawdę myślała, że nie jesteśmy w stanie tego zrobić.
- A chcesz zobaczyć? - Karola była naprawdę wkurzona. 
 
Zauważyłam też, że nasza młodsza koleżanka od kiedy zamknęła za sobą drzwi do swojego serca i postanowiła po prostu odciąć się od myśli o Termicie i od samego Termita, dużo łatwiej daje się wytrącić z równowagi. 
 
Tylko ja byłam bardziej zasmucona niż wypełniona wolą walki, ale to pewnie dlatego, że Darek miał naprawdę poważnie podbite oko, a ja go nawet nie przytuliłam. 
 
Na twarz blondynki wstąpił przebiegły uśmiech. Odliczałam sekundy do momentu, w którym obie rzucą się na siebie z pazurami. 
- Naprawdę nie widzisz nic złego w tym, żeby zabić to biedne... dziecko?
 
Jeśli po raz pierwszy zupełnie świadomie użyła słowa „dziecko”, zamiast fasolka, nowe życie czy inne kropeczki i żyjątka, musiała być naprawdę zdeterminowana. Zagryzłam wargę i zastygłam w oczekiwaniu. Boże, proszę, niech ona tego nie robi. Nie teraz. 

- To jest moje... dziecko – ostatnie słowo przeszło jej przez gardło z prawdziwym trudem – i mogę z nim zrobić co tylko zechcę.
- Jeszcze jedno słowo, a nie wytrzymam... - syknęła przez zęby czarnulka. 
- Świetnie, to może najpierw zadzwoń do mojej matki i podkreśl jaką nieodpowiedzialną ma córkę – jej ręce naprężyły się, jakby miała zamiar się rzucić na dziewczynę niczym dziki kot. - Nie możesz pojąć, że to moje ciało, moja decyzja i mój problem co z tym zrobię?
- Zastanów się nad tym co mówisz... - Karola wstała i zacisnęła dłonie w pięści. 
- Zajmij się tym, że Termit cię nie chce i tym, że jeszcze nigdy... 
 
Nie zdążyła skończyć, bo Karola rzuciła się na nią jak lwica. Z dzikim wrzaskiem założyła jej ręce za głowę i usiadła na nią okrakiem. Marysia leżała na plecach i ciężko było stwierdzić czy jest bardziej zaskoczona czy przerażona zachowaniem czarnulki. Wyrwała się z uścisku i złapała za czarne krótkie włosy. Karola zrobiła to samo – wbiła paznokcie w długie blond pasma i szarpała nimi we wszystkie strony. 
 
Zszokowana wstałam i odsunęłam się nieznacznie w stronę okna. Co miałam zrobić? Rzucić się tam i dać się pokładać dziewczynom? Odbierać przypadkowe ciosy? Czy mało miałam problemów w życiu, żeby przejmować się jeszcze babską wojną w moim pokoju? 
 
Czym ja sobie zasłużyłam, ja się pytam?

- Przestańcie! - krzyknęłam. - Karola, zostaw ją w spokoju! 
Wyglądało na to, że moje krzyki niewiele tu pomogą. Karola była tak wściekła, że wyrwała już spore garści włosów z głowy Marysi, a ta z kolei dopiero się rozkręcała i skupiła wyłącznie na tym, żeby uderzać w drobne żebra dziewczyny. 
 
Boże, jak tak dalej pójdzie, to Marysia nie będzie musiała szukać tabletek poronnych.

- Zejdź z niej! - krzyczałam dalej. W pewnym momencie nie mogłam już ustać w miejscu, więc chodziłam dookoła dziewczyn, a te z kolei tłukły się w najlepsze. 
 
Co ja  mówię. Waliły się pięściami w co popadnie wydając przy tym przeraźliwe dźwięki zarzynanych zwierząt. 

- Pomocy! - zaczęłam z drugiej strony. - PRZESTAŃ BIĆ JĄ PO TWARZY!
 
Wtedy bez pukania do pokoju wpadł Tomek. Stanął w pełnej gotowości na środku dywanu i nie mógł uwierzyć w to co widzi. Jego dwie współlokatorki (w tym jedna bezprawnie okupująca moje łóżko) tarzały się po ziemi i wyrywały sobie włosy, rozrywały cienką skórę na ramionach dzięki długim paznokciom i darły się jak szalone. Ja z kolei stałam naprzeciwko niego, a między nami, przysięgam, powstała chmura dymu, zupełnie jak w kreskówkach przy tego typu sytuacjach. 

- Zrób coś! - krzyknęłam do niego.
Niewiele się namyślając Tomek rzucił się na dziewczyny, i próbował odciągnąć je od siebie odsuwając na długość ramienia. 
 
Co teraz, co teraz, co teraz... W mojej głowie był totalny mętlik. Dziewczyny ciskały w siebie piorunami i gdyby mogły to porozbijałyby sobie na głowach talerze. Chociaż Tomek trzymał je z całej siły wbijając dłonie w ich ramiona, one ciągle miotały rękami i przecinały powietrze długimi szponami. 
 
Dopiero teraz zauważyłam, że Tomek miał jako tako wyrobione mięśnie ramion. To jednak nie przekonałoby mnie do tego, żeby przeżyć z nim pierwszy raz. Poważnie, dostawca pizzy, listonosz, pan od piecyka gazowego, jasne, ale Tomek? Nigdy w życiu. 

- Przestańcie! - wrzasnęłam. Moje gardło było całkiem szorstkie w środku. - Pochrzaniło  was totalnie?!
 
I może to z powodu tego, że zaczęłam charczeć jak pies, a może to przez to, że dziewczyny się zmęczyły, ale Marysia opadła na tyłek i z przerażeniem w oczach patrzyła na to, co robi Karola. Stało się coś dziwnego. 
 
Zapadła między nami strasznie niezręczna cisza, podczas której do dziewczyn najwyraźniej dotarło, że w pokoju oprócz  mnie (obgryzłam już wszystkie paznokcie nie bardzo wiedząc co robić) znajduje się Tomek. Wtedy ja też odkryłam, czym może grozić obecność Tomka w moim pokoju, kiedy dziewczyny syczą na siebie jak węże. Przysięgam, te wszystkie rzeczy dotarły do mnie w ciągu jednej chwili. 
 
Karola zwilżyła usta, jakby chciała coś ogłosić światu, a wtedy Marysia złapała ją za ramię. Bez wbijania paznokci w delikatną skórę. Po prostu po przyjacielsku chwyciła jej rękę przechytrzając Tomka, który w dalszym ciągu próbował je rozdzielić. 

- Nie...
Szept Marysi był tak rozpaczliwy, że równie dobrze mogła się poryczeć, potem strzelić sobie w głowę pustą butelką po wódce, a na koniec rzucić się z okna naszego mieszkania. 

- Tomek, już okay, możesz iść – wyrecytowałam naprędce łamiącym się głosem. 
- Nie – wtrąciła Karola. - Robię to dla twojego dobra – jej ciemne oczy popatrzyły na Marysię. 

Do tej pory dziewczyna trzymała po przyjacielski  jej przedramię, ale teraz wbijała w nie paznokcie niemal do krwi. Karola zasyczała z bólu. 

-Tomek, naprawdę, poradzę sobie z tą sytuacją... - mówiłam dalej, chociaż głos w dalszym ciągu mi się łamał.
 
Mój wujek z  lekką dozą zdenerwowania podniósł się z klęczek i przeciągnął dłonią po ciemnych włosach aż do karku. Zupełnie tak, jakby zastanawiał się, czy rozmowa dotyczy jego czy może mamy między sobą jakieś  niedokończone porachunki. Wahał się między tym czy zostać w pokoju, czy może już wyjść i włożyć na uszy słuchawki z kolejnym odcinkiem Doktora House. 
 
Błagam, wyjdź, powtarzałam w myślach. Idź stąd i nie wracaj... 

- Czy wiesz, że... - Karola wzięła do ust duży chlust powietrza.
 
Marysia rzuciła się w stronę czarnulki i zatkała jej usta dłonią. Tomek pokręcił ze zdenerwowaniem głową i ponownie klęknął, żeby rozdzielić dziewczyny, które teraz okładały się otwartymi dłoniami. 
 
Widocznie Doktor House nie przekonał go na tyle, żeby dał sobie spokój z małą wojną w babskim świecie. 
 
Maryśka krzyczała jak opętana i znalazła w sobie tak duże pokłady sił, że siedziała teraz na Karoli i wykręcała jej ręce pod dziwnym kątem. 
 
Widziałam to wszystko jak w zwolnionym tempie. Zakryłam sobie twarz rękami, ale zostawiłam szpary pomiędzy palcami, żeby jednak nie umknął mi żaden szczegół. 
 
Karola mogła już mówić. Marysia nie wpychała jej łokcia do ust, tylko zajęła się odganianiem Tomka, który podszedł ją od tyłu, żeby ściągnąć z czarnulki. 

- Ona jest w ciąży.

Tomek trzymał za ramiona Marysię a ta wierzgała nogami. Kiedy dotarły do niego słowa Karoli (a miałam wrażenie, że trwa to całe wieki), puścił jej ręce i stanął jak wryty. 
 
Taka prosta reakcja, którą wypracował sobie każdy mężczyzna przechodzący przez fazę szoku i niedowierzania. Pokręcił przecząco głową, a potem usiadł na łóżku. Popatrzył na Marysię, która siedziała na dywanie i starała się nie łapać z nikim kontaktu wzrokowego, potem na Karolę. Czarnulka masowała sobie łokieć i krzywiła się z bólu. Maria musiała nieźle jej dołożyć, jak na kobietę ciężarną. Dalej jego wzrok powędrował do mnie, a ja w dalszym ciągu zakrywałam twarz palcami. 
 
Chciałam mu powiedzieć, że jest mi bardzo przykro, ale sam zasłużył sobie na to, co zrobił, bo przecież nikt mu nie kazał rozdziewiczać Marysi i to był jego autorski pomysł. Ale zaschło mi w gardle i wydobyłam z siebie tylko urwane charknięcie. 
- Czy to prawda? - zapytał Tomek. Zadał to pytanie patrząc w przestrzeń, jakby cały mój regał z książkami mógł udzielić mu bardziej wiarygodnej odpowiedzi niż nasza trójka.
 
Widocznie od razu powiązał ze sobą fakty, skoro nie pytał, czy to ja jestem w ciąży, albo czy gramy w jakąś uliczną grę a on teraz powinien wcielić się w postać zastraszającego ojca. Przypomniało mu się, ciekawe. 
 
I jednocześnie przyprawiające o mdłości.

-Tak – powiedziała smutno Marysia. Brodę miała dociśniętą do klatki piersiowej, jakby dostała szczękościsku.
 
W rzeczywistości była w najbardziej krępującej sytuacji w całym jej dotychczasowym życiu, nie licząc tego, że chciała wmówić swojemu świętemu chłopakowi, że to jego dziecko. Albo tego, że uprawiała seks z moim wujkiem. 

To musiała być jedna z tych chwil, w której człowiek z miłą chęcią przyjąłby na klatę kulę armatnią, albo zapadłby się pod ziemię bez mrugnięcia okiem. 

niedziela, 25 stycznia 2015

28 października, (chyba) pogańska poranna godzina

Trzasnęłam dłonią w blat stolika, który od jakiegoś czasu robił za moją szafkę nocką. Niestety, nie trafiłam w telefon komórkowy, a ten już od jakiegoś czasu brzęczał jak szalony. Próbowałam odciąć się od świata poduszką, ale za każdym razem, kiedy wychylałam głowę sprawdzić czy to już koniec wibrowania na obdartym blacie mojego stolika, telefon znowu zaczynał dzwonić. 

- Po prostu odbierz, bo inaczej się nie odczepi.
Delikatny kobiecy głos skutecznie mnie przebudził. Odgarnęłam kołdrę i usiadłam na brzegu wersalki. Przeciągnęłam się leniwie. Głowa bolała mnie jakbym spadła ze schodów z trzeciego piętra. Przeklęty kac. 
Sięgnęłam po telefon, ale zanim odczytałam ilość prób dodzwonienia się do mnie na wyświetlaczu telefonu, przetarłam oczy. Była godzina 14.30.
Telefon rozdzwonił się w moich dłoniach. Niechętnie nacisnęłam zieloną słuchawkę. 
- Czy możesz przypomnieć swojemu ojcu, że dzisiaj mamy dwudziestą siódma rocznicę pierwszej randki? - zapytał mnie zdenerwowany kobiecy głos.
- Jasne, mamo – mruknęłam niewyraźnie. Narzuciłam na plecy kołdrę i podciągnęłam stopy pod tyłek. 
Moja mama była jeszcze gorsza  niż ja, jeśli chodzi o odliczanie dni do wielkiego wydarzenia i lat od wielkiego wydarzenia. Zupełnie jak ja wykreślała w kalendarzu dni do każdej rocznicy pierwszej randki, czy pierwszego wyjścia do sklepu po pieluchy dla mnie. Zawsze miała pretensje do całego świata, że nikt nie pamięta o tak istotnych sprawach jak pierwszy upieczony sernik, który nie jest zakalcem i pierwsza pochwała w podstawówce za wychowanie tak mądrej i ambitnej córki. Wszystkie ważne wydarzenia zapisywała w gigantycznym kalendarzu ściennym i zakreślała kolorowymi mazakami, żeby przypadkiem nie umknęły jej uwadze. I uwadze wszystkich, którzy przemykali przez naszą kuchnię. Jakim cudem ojciec przegapił tak skrupulatnie zaznaczany co roku przez moją matkę dzień? Jak on się uchował? 

- Jestem zaskoczona, bo zawsze zaprasza mnie na kawę z tej okazji. Myślisz, że może być zły za to, że poznałam na kręglach nowego kolegę? Chyba nie powinien się złościć. My tylko rozmawiamy wieczorami przez telefon.
- Że co? - zapytałam zaspanym głosem. 
- Poznałam nauczyciela języka angielskiego, który przyjechał tutaj zgłosić swoją kandydaturę do pobliskich szkół. Całkiem fajny, szkoda, że jest dziesięć lat młodszy ode mnie. Ojciec nie rozumie, że traktuje go nie jak partnera seksualnego, ale jak syna. 
- Mamo, jesteś nienormalna – podsumowałam.
- Jak będziesz w moim wieku to też w którymś momencie twojego życia zacznie ci brakować adoracji. Kogoś, kto będzie cię zabierał na kawę w każdą rocznicę pierwszej randki – powiedziała tonem, który miał mi dać do zrozumienia, że powinnam się jej słuchać. 
- Już mi tego brakuje, a nawet nie przekroczyłam dwudziestki – parsknęłam. 
- Widzisz? Mama wie co mówi – w telefonie zapadła długa i niezręczna cisza. - Czy ty nie powinnaś się teraz uczyć? - zapytała. 
- Hm, właśnie wychodzę z łazienki i idę do czytelni. Czekam jeszcze na Maryśkę – powiedziałam, a potem zakryłam słuchawkę telefonu i krzyknęłam w stronę mojej przyjaciółki, żeby uwiarygodnić całą sytuację. - Możesz się pospieszyć?! Czas nam ucieka! - Wiesz  mamo, muszę lecieć. 
Marysia, która siedziała na parapecie z podkulonymi nogami i przewracała w dłoniach zapalniczkę, zaśmiała się z mojej gry aktorskiej i powiedziała donośnym głosem, który miała usłyszeć moja mama. 
- Ana, masz podpaskę? Bo chyba przeciekam!
Ale ja już odłożyłam telefon na stolik i popukałam się w czoło. 
- No co? Chciałam, żebyś była bardziej wiarygodna.
Dziewczyna wzruszyła ramionami i wróciła do spoglądania za okno. Miała na sobie niebieską piżamę, w której spędziła ostatnią noc. Siedziała na poduszce i beznamiętnym wzrokiem filtrowała przestrzeń pod naszym blokiem. 
Zauważyłam, że w mieszkaniu jest wyjątkowo cicho. Zdecydowanie brakowało Karoli, która była królową nocy i wrogiem wczesnego poranka. Powinna przekręcać się na drugi bok i zjechać nas za to, że wchodzimy w spółkę z piejącymi kogutami. Zwykle nie docierają do niej argumenty, że południe już dawno za nami i powoli zbliżamy się do wieczora. Czarnulki nie było w łóżku tak samo jak w całym mieszkaniu.  
- Gdzie Karola? - zapytałam.
Złapałam się za głowę, bo ból rozwalał mi czaszkę. 

Ela przyszła koło 10, żeby sprawdzić czy Karola żyje, a gdy się okazało, że jednak nie, to zaciągnęła ją do mieszkania. Chyba dziewczyna ma problem. Ela podejrzewa, że bliźniaczki mogły połknąć jej tabletki nasenne. Albo, że Adaś włożył je sobie do nosa. I teraz Karola próbuje jej wytłumaczyć, że pożyczyła pięć pigułek na potrzeby akcji ratowniczej jej przyjaciółki.
Przyjęłam to do wiadomości bez żadnej rewelacji. 

- Mam nadzieję, że się nie pozabijają, ale kiedy Karola wychodziła z mieszkania to powiedziała, żeby dzwonić po policję jak nie wróci za godzinę.
- Czy ten czas już nie minął? – sprytnie zapytałam. 
-...ale ciągle słyszę jak się kłócą, więc do żadnego mordu nie doszło. 
Marysia w dalszym ciągu obracała w dłoniach zapalniczkę. Teraz trzymała też papierosa, który przeskakiwał z palców jej prawej reki do lewej. 

- Co robisz?
Owinęłam się kołdrą i przemknęłam do okna niczym łania, która owinęła się puchową pościelą w ciemnym lesie podczas tajemnej schadzki. Nie za bardzo wiedziałam co Marysia zamierza zrobić, ale kiedy wracały mi wspomnienia z ostatniej nocy i z tego, że usnęłyśmy w misce popcornu w stanie totalnego upojenia, mogłam być pewna, że nic dobrego. 

- I skąd masz fajki? - zobaczyłam koło jej stóp jeszcze dwa papierosy. Na tyle pogięte i połamane, że każdy nałogowy palacz z klasą już dawno by je wyrzucił, ale w na tyle dobrym stanie, żeby kobieta, która nigdy nie paliła, zastanawiała się czy nie wziąć ich do ust.
- Znalazłam w łazience. 
Uniosłam pytająco brwi. 
- Konkretnie to w spodniach Tomka – wzruszyła ramionami.
Wspięłam się na drugi koniec parapetu i podciągnęłam kołdrę. Teraz byłam łanią, która czeka na ukochanego i z utęsknieniem wygląda przez okno. Albo ma kaca i zastanawia się, czy jej żołądek przyjmie jakiś pokarm. Wszystko sprowadzało się do tego, że patrzyłam zamglonymi oczami w przestrzeń za oknem. 
Maria przyjrzała się białemu rulonowi z nikotyną. Trzymała go w powietrzu i przewiercała wzrokiem na wylot. 

- Nawet nie umiesz palić.
Za bardzo nie przejęłam się tym, że miała przed sobą fajki i jednocześnie dziecko w brzuchu. Marysia nie potrafiła zagwizdać, a co dopiero zaciągnąć się dymem papierosowym. Poza tym, zawsze łamała fajki, które zasmradzały jej przestrzeń  i wprawiała tym wszystkich znajomych w zażenowanie. Była ładna, ale fajek nie będzie łamać wszystkim osobom siedzącym przy stole, na to niestety się nie zgodzą. 
I ja miałam uwierzyć, że zacznie palić? 

- Czas się nauczyć – odparła.
Odpaliła króciutki ogień w zapalniczce i przyłożyła do końcówki papierosa. Biały papierek zajął się ogniem niemal od razu i tak samo szybko przeszedł do żarzenia się. Patrzyła jak żar zjada coraz większą część fajki. Coś, na co nie mógłby patrzeć żaden nałogowy palacz. 
Przysunęła końcówkę do ust i niezgrabnie ułożyła fajkę między palcami. Widziałam, że nie wie jak zabrać się za tą czynność. Obserwowałam to z uśmiechem na ustach. 

- I możesz tak spokojnie na to patrzeć? - zapytała wymijająco.
Przytaknęłam i zaczęłam się śmiać. Zażenowana dziewczyna włożyła papierosa do ust i spróbowała się zaciągnąć. Natychmiast wypluła szluga, a wraz z nim potężną dawkę dymu papierosowego. Rozkaszlała się na dobre, a potem pobiegła do łazienki, gdzie, jak podejrzewałam, zwracała wczorajszy popcorn. 
Moja przyjaciółka naprawę była głupią blondynką, kiedy za wszelką cenę stawiała na swoim. 
- Pamiętasz umowę? - wystawiłam głowę, żeby Marysia mogła mnie usłyszeć. - Jeśli ciągle będziesz się tak zachowywać, to wszystko powiem Tomkowi!
- Nie było żadnej umowy! - krzyknęła. 
Owinęłam się szczelniej kołdrą i przymknęłam oczy. Usłyszałam pukanie do drzwi, ale założyłam, że to Karola, więc nie fatygowałam się do zejścia z parapetu i popłynięcia przez korytarz, żeby otworzyć jej drzwi niczym kamerdyner.
- Otworzysz? Jestem w stanie niewyjściowym – usłyszałam zza łazienkowych drzwi przytłumiony głos Marysi.
- To Karola! - odkrzyknęłam. Odgłosy bitwy z Karoli z Elą ucichły już jakiś czas temu.
- Głupia, Karola nigdy nie puka! 
Faktycznie, miała rację. Niechętnie zsunęłam się z parapetu i powolnym krokiem podeszłam do drzwi. Szarpnęłam za klamkę. Musiałam otworzyć je gwałtownie, bo w innym przypadku klamka nie współpracowała z kamerdynerem. Kilka imprez temu, kiedy odprowadzałam gości do drzwi, jakiś podchmielony obcy facet, którego przyprowadziła koleżanka Termita, szarpnął za klamkę i kompletnie wyrwał ją z zamka. Od tamtego czasu drzwi trzeba było otwierać sposobem, jak zresztą trzeba było postępować z większością rzeczy w tym mieszkaniu. 
W drzwiach stał skruszony Darek. 
A może i nie był skruszony, ale w mojej głowie powstało wielkie życzenie i teraz próbowałam za wszelką cenę dopasować do niego rzeczywistość. W każdym razie widziałam jedynie czarne krótkie włosy mojego faceta, bo jego oczy świdrowały naszą wyświechtaną wycieraczkę. 

- Czego chcesz – burknęłam beznamiętnie.
- Nie odbierasz ode mnie telefonów – powiedział. Uniósł głowę do góry i dopiero teraz zobaczyłam, że ma pod okiem wielkiego siniaka. 
Hm, to jednak nie była skrucha. Moje durne myślenie życzeniowe nie radziło sobie z moim życiem. 

- Nie widziałam, żebyś dzwonił.
I to była totalna  prawda. Możliwe, że zadzwonił raz, ale jego numer telefonu zaginął gdzieś w momencie, kiedy Anka, moja matka, chciała wymusić na mnie doprowadzenie ojca do porządku (czego zresztą jeszcze nie zrobiłam i już zjadały mnie wyrzuty sumienia). 

- Dzwoniłem. Dwa razy.

Już chciałam pogratulować mu tego, że postarał się jak nigdy (zadzwonił dwa razy, DWA RAZY!), kiedy pod moim ramieniem, które oparłam o ścianę, żeby wyglądać bardziej nonszalancko, przemknęła Marysia. Ciężko przychodziło mi wyglądanie jak seksowna łania, kiedy ciągle byłam owinięta pościelą i nie miałam pewności, że ostatniej nocy zmyłam z oczu tusz do rzęs. Mimo wszystko próbowałam sprawiać wrażenie złej, pewnej siebie i na wskroś seksownej kobiety. 

- Mogę wejść? - zapytał. 
Kiedy zobaczył Marysię, która stanęła przede mną z założonymi rękami i wpatrywała się w niego w taki sposób, że  równie dobrze mogła mieć lasery w oczach, chłopak znowu opuścił głowę, żeby jego siniak stał się niewidoczny.
Świetnie, czyżby facet lafiryndy z piwnicy go dorwał? 
Marysia podążyła za jego wzrokiem i jej oczy zatrzymały się na przeklętych białych trampkach. Tych samych upieprzonych butach, które miał na sobie, kiedy obmacywał tanią lalunię za ścianką działową o czwartej nad ranem w piwnicy jego bloku. 

- I ty masz jeszcze czelność tu przychodzić?! - prychnęła.
Trzasnęła drzwiami przed jego nosem, więc nie mógł zauważyć, jak próbuję przedrzeć się przez jej szeroko rozstawione nogi i postawę Hulka z The Hulk. Chciałam go przytulić i zapytać, kto zrobił mu krzywdę, a potem trzepnąć go z liścia za to co musiałam oglądać i jeszcze raz przytulić, żeby załagodzić wyrzuty sumienia. 
Marysia przekręciła górny zamek i z satysfakcją potarła dłonie. Kiedy klamka poruszyła się, a potem ktoś z drugiej strony zaczął nią szarpać, krzyknęła. 
- Nikt nie ma ochoty na ciebie patrzeć! Wynoś się!

Ktoś uparcie walił pięciami w zniszczone drzwi. 
- Przecież mówiłam! Zachowaj resztki godności i po prostu sobie stąd idź! 
- Otwierajcie, bo Elka zaraz przesunie komodę! - zawyła dziewczyna za drzwiami. - Ta przeszkoda nie zatrzyma jej na długo!

Marysia zagryzła wargę i przekręciła górny zamek w drzwiach.