poniedziałek, 19 stycznia 2015

Niekończący się 27 października

O Boże. 
Nie mogłam w to uwierzyć. Przysięgam, siedziałam z rozdziawioną buzią i gapiłam się na blondynkę, która chowała twarz w poduszkach i wypłakiwała oczy. 

Wszystko było bardziej prawdopodobne niż informacja, którą próbowała nam wcisnąć Maryśka. Byłam w stanie uwierzyć w to, że moja matka ma kochanka, że Darek tak naprawdę nigdy mnie nie zdradził i, że tak w ogóle to jestem adoptowana, bo ojciec jest bezpłodny. Gdyby dotarła do mnie informacja, że biologiczni rodzice próbowali mnie wcisnąć obcym na pchlim targu – byłabym skłonna w to uwierzyć.  

I jeszcze gdyby ojciec powiedział, że długo wahali się czy wziąć mnie czy psa, ale pies za głośno szczekał to i tak bym się na to nabrała. I jeszcze na to, że moje imię to dowcip stulecia i wróżka do której chodziła moja matka właśnie tak kazała nazwać swoje dziecko. 
WSZYSTKO było bardziej prawdopodobne, wszystko. 
Ale nie to, że Maryśka przespała się... 
To naprawdę nie przechodzi mi przez gardło. 
Że Maryśka przespała się z moim wujkiem. 

Z bratem mojego ojca. Z tym kolesiem, co mieszka za ścianą i nie jest pewny tak do końca czy jeszcze żyje. Facet, który zamawia chińszczyznę po to, żeby odleżała swoje pod łóżkiem i który śpiewa Rickiego Martina, kiedy myśli że go nie słychać. Przespała się z facetem o siedem lat starszym od niej. Żeby on chociaż był przystojny. 

Od zawsze patrzyłyśmy na niego z lekką odrazą, kiedy zostawiał po goleniu milion włosów na umywalce, a jego broda ciągle wyglądała tak samo. I kiedy zamawiał pizzę pięć razy w tygodniu i ginęły nam wszystkie noże kuchenne też nie byłyśmy w stanie spojrzeć na niego jak na faceta. Tomek nie był facetem. Był po prostu moim wujkiem. Członkiem rodziny, który nigdy nie miał kobiety i zastanawiał się dlaczego jeszcze żadna laska nie stoi pod drzwiami naszego mieszkania i nie błaga o randkę. 

Jak człowiek, który czeka aż naczynia ze zlewu same wejdą mu do pokoju zanim się za nie weźmie, może spłodzić dziecko mojej przyjaciółce? Jak, ja się pytam, jakim cudem? Czy Marysia była odurzona jakimiś lekami czy TAK BARDZO SFRUSTROWANA, żeby przespać się z ostatnim facetem na ziemi z którym chciałaby się przespać każda kobieta, ale dopiero w momencie, kiedy wyginie cały męski ród? 
Cholera jasna, przecież to okropne. 
- Poczekaj, bo nie wiem czy do końca zrozumiałam... - zaczęła Karola.
Niby była pijana i słaniała się na nogach, ale najwyraźniej ostatnia informacja jaką spuściła na nas Marysia skutecznie ją otrzeźwiła. 
-Tomek jest ojcem?
- Ciii – jęknęła w odpowiedzi. Wystawiła głowę zza poduszki. 
Złapałam butelkę z resztką Martini i pociągnęłam z gwinta porządny łyk. Ciepło rozlało się po moim ciele. Nie mogłam trawić tej informacji bez pomocy procentów. 
- Boże, jak do tego doszło? - zapytałam, chociaż nie byłam pewna czy chciałabym znać odpowiedź.
- Przyjechałam przed szkołą na zakupy...
Zaczęła. Trzęsła się z zimna albo ze strachu i z trudem dobierała kolejne słowa. 
- … Tomek miał akurat wolny wieczór i zapytał, czy nie mam ochoty napić się wina, które ostatnio dostał...
Zupełnie mnie sparaliżowało. 
-… a ja prawdę mówiąc bardzo się nudziłam i powiedziałam, jasne, chętnie się napiję. I procenty rozwiązały mi język, bo poskarżyłam się na Michała i na to, że nie chce się ze mną kochać, chociaż robiłam już wszystkie możliwe podchody w tym kierunku...
Karola wyszarpnęła mi butelkę z reki i upiła sporą ilość alkoholu.
- Tomek zapytał jak może pomóc, a ja mu na to...
- Nie chcę tego wiedzieć!  - przerwałam. - To ponad moje nerwy. 
- W każdym razie – pospieszyła z wyjaśnieniami. -  Wyszło jak wyszło  i przespaliśmy się ze sobą... - Nawet nie wiecie jak bardzo ciążyło mi to na duszy... 
- Seks seksem, ale jak do jasnej anielki mogłaś dopuścić do tego, żeby zajść w ciążę?! - krzyknęłam odrobinę za głośno. 
- Czy możesz zadawać pytania trochę ciszej? Ten temat już i tak jest wystarczająco ciężki, żeby jeszcze kopać mnie w pozycji leżącej – syknęła. 
Karola dopiła Martini i z głuchym dźwiękiem odłożyła butelkę na stolik. Szklanka Marysi z resztką słabego drinka zakołysała się. 
- Tomek zapytał, czy łykam tabletki, a ja mu na to, że tak.
- Ty nie łykasz tabletek – zauważyłam. 
- I tu jest problem. Owszem, mam tabletki, bo mama nie puściłaby mnie na studia bez stu procentowej pewności, że nie zmarnuję sobie życia zupełnie jak ona, ale... - Marysia popatrzyła na nas zawstydzona. - Nie zawsze pamiętam, żeby je łykać.  - Zmarszczyła czoło i ułożyła buzię w ciup, jakby jej skrucha miała cokolwiek zmienić. 
- Maria Andruszek, zostajesz ochrzczona najbardziej idiotyczną blondynką wszech czasów – podsumowała całe zdarzenie Karola. 
- Dowód rzeczowy już mam – blondynka położyła dłoń na swoim brzuchu i skrzywiła się, jakby właśnie przypomniała sobie, że ma zostać matką. 
Mi robiło się niedobrze na samą myśl, że mogłabym zobaczyć Tomka nago, a co dopiero uprawiać z nim miłość. Miałam nieprzyjemne dreszcze na całym ciele i obiad podchodził mi do gardła. 
- I co on na to? - chciała wiedzieć Karola.
- Tomek? Nic nie wie i już zadbam o to, żeby się nie dowiedział. 
- Ale on ma prawo wiedzieć, że zostanie ojcem – powiedziałam zupełnie serio. 
- Nie zostanie. Zadbam o to, żeby nigdy nie został... Z resztą mi też nie pieszy się do macierzyństwa.
Popatrzyłyśmy na nią z mieszanką zaciekawienia i przerażenia w oczach. O czym ona mówiła? Jak to, nie spieszy jej się do macierzyństwa? Już było za późno, żeby cokolwiek odwołać albo zgłosić reklamację. 
W pewnym momencie Karola odkryła sens tych słów, bo zakryła  usta rękami i wytrzeszczyła oczy. 
- Maryśka, nawet tak nie mów. To totalnie potworne! Nie możesz poronić na własne życzenie, to nieetyczne. 
Miało się wrażenie, że Karola zupełnie wytrzeźwiała i poszukuje wzrokiem kolejnej butelki wysokoprocentowego alkoholu. 
- Nie zamierzam zepsuć sobie młodości tym... tym... bachorem.
Zaprotestowałam. Dziecko w naszym wieku to nie był znowu taki koniec świata. Gdyby pięć lat wcześniej wpadła na pomysł, że chce stracić dziewictwo z pierwszym lepszym facetem to można by się było zastanawiać, czy dziecko zepsuje jej życie. Teraz miałyśmy skończone osiemnaście lat, byłyśmy o krok od zdobycia wykształcenia średniego i właściwie już mogłybyśmy czuć się w jakimś procencie dorosłe. A przynajmniej nasze matki i babki właśnie tak by się czuły. 
W naszym wieku życie bez męża oznaczało staropanieństwo jeszcze trzydzieści lat temu. A kiedy nie miało się dzieci to było się po prostu bezpłodnym. 
Dziecko nie rujnowało życia dorosłej dziewczynie, no dajcie spokój. 
Ale Marysia miała czerwone płomienie w oczach i widać było, że już postanowiła. Tak samo jak dałam się wciągnąć we wrabianie jej narzeczonego w ojcostwo, tak zapewne nie będę miała wyjścia i będę musiała działać na jej warunkach i tym razem. 
Zero asertywności we krwi rodu Pertysów. 

- Jak w ogóle możesz tak mówić? - Karola zrobiła się naprawdę zła.
- Sama nie mówisz lepiej o swoim rodzeństwie. 
- Bo to jest RODZEŃSTWO. Rodzeństwo jest po to aby uprzykrzać życie. Gdybym miała mieć dziecko to nigdy w życiu nie przeszło by mi to słowo przez gardło. 
- Całe szczęście, że nie masz. I że ja też nie będę miała. 
Czarnulka przewróciła oczami. Wiedziała, że to po prosto czcze gadanie jej starszej przyjaciółki, która dolała do swojej szklanki kilka kropel czystej wódki. Nie mogła tak myśleć o tym, co siedziało jej pod sercem. Tak się po prostu nie robi. 
- Powiedz Tomkowi – powiedziałam.
- Nie powiem. 
Marysia zachowywała się jak nastolatka, a nie jak dorosła  kobieta. 

- Tomek ma prawo wiedzieć, że będzie ojcem.
- Och, znowu zaczynamy to samo? Nie będzie ojcem. Już to mówiłam – dziewczyna rozsiadła się wygodnie na łóżku i wyciągnęła nogi. Głowę oparła o zimną ścianę. 
- A co z Michałem? Jemu powiesz, że będzie ojcem? - prychnęłam. 
- Na razie nie. Jeśli nie uda mi się pozbyć... tego czegoś, to się dowie. 
- Ja naprawdę nie wiem co jej odbiło – zaczęła spanikowana Karola. - Przecież to ona jest święta w tym trójkącie – wskazała rękami naszą trójkę – i to ona umawiała się z przyszłym księdzem. Co się stało?  - skierowała pytanie w moją stronę. 
- Ja tu jestem i wszystko słyszę – odparła niechętnie. 
- Przejdzie jej – wzruszyłam ramionami. 
Miałam taką nadzieję, ale nie byłam tego w stu procentach pewna. Marysia miała to do siebie, że nie brała życia na poważnie i działała pod wpływem impulsu, żeby potem dowiedzieć się, że jest w ciąży z moim wujkiem. 

W dalszym ciągu robiło mi się niedobrze na samą myśl.
- Jeśli nie zmieni zdania, same powiemy Tomkowi – zaczęłam spokojnie, rozciągając wyrazy w nieskończoność, żeby Marysia zrozumiała każde słowo. - On już jej przetłumaczy. Chyba.
- Świetnie – podłapała Karola. - Tomek dowie się o wszystkim i przypilnuje, żebyś nie zrobiła głupot. 
- Ja już zrobiłam głupotę! - uniosła się. - I to dzięki niemu! 
- Przymknij jadaczkę, bo jeszcze nas usłyszy i z naszej groźby nic nie zostanie – warknęłam. Przycisnęłam dłoń do ust Maryśki. 
Przez resztą nocy kłóciłyśmy się o to, czy musimy brnąć dalej w to bagno. Byłam zdania, że wszyscy by na tym skorzystali, gdyby Maryśka zostawiła w spokoju Michała, powiedziała Tomkowi, że będzie ojcem, a potem... oddała dziecko do adopcji. Cokolwiek, byle nie narażała jego zdrowia albo życia. Do jasnej cholery, ona miała być matką! Jak można było być tak nieodpowiedzialnym człowiekiem i nosić pod sercem nowe życie? Nawet, jeśli to owoc zwyczajnej pomyłki mojej przyjaciółki i członka mojej rodziny. 
JEZUSMARIA, to dziecko będzie moją rodziną. Praktycznie bratanicą. Albo bratankiem. Albo kimś tam jeszcze, kim jest kuzynka dla dziecka swojego kuzyna. To już nie było tylko i wyłącznie dziecko Maryśki i wspomnienie jej młodzieńczych błędów. To był kolejny członek rodziny rodu Pertysów. Tego najmniej asertywnego rodu we wszechświecie. 
Nie mogłam pozwolić na to, żeby stała mu się krzywda. 
Płakałyśmy we trzy do wschodu słońca, a potem usnęłyśmy objęte na moim łóżku. Popcorn pokruszył się pod naszym ciężarem, a puste butelki i szklanki walały się po podłodze pozwalając ostatnim kroplom wsiąknąć w dywan. 
Co w zupełności tłumaczyło jego nieciekawy zapach. 

środa, 14 stycznia 2015

27 października, późny wieczór

Byłam na granicy rozpaczy. Moja ręka chodziła od miski z popcornem do moich ust, a ja beznamiętnie przeżuwałam słoną przekąskę. Doszłam do wniosku, że to co innego zdradzić chłopaka (jeszcze nie powiedziałam tego na głos, więc to nie była zdrada),  a co innego przyłapać go na zdradzie. Mój wybryk przy tym co on mi zrobił to był tylko delikatny wyskok bez konsekwencji. Przecież nie zamierzałam nigdy więcej spotkać się z Maćkiem i podejrzewałam, że on już też dawno o mnie zapomniał. 
Co było bardzo smutne i tak dalej, ale nie mogłam rozpamiętywać tego w nieskończoność. 
Nie leżałam z nikim w piwnicy nad ranem, więc byłam po prostu święta. Durny, durny Darek. 
Co chwilę zerkałam na ekran telefonu, ale nikt ważny do mnie nie napisał. Jedyną osobą, która tego dnia dała jakiś znak życia (i sprawiła, że prawie wpadłam pod samochód potykając się o płytę chodnikową) był Termit. Wysłał mi wiadomość tekstową, a ja przekonana, że to Darek i jego wyrzuty sumienia, zupełnie się zapomniałam i prawie władowałam pod auto.

Czy Karola to jeszcze żyje? 

Nie miał prawa wiedzieć  co zdarzyło się po tym jak zabrał czarnulkę do domu. Nie zamierzałam się tym chwalić, a nawet jeśli to nie było okazji, żeby przytoczyć tą zabawną historyjkę przy spotkaniu towarzyskim. 

Żyje. 
Nie żebym jakoś specjalnie ubolewała nad tym, że dawno się nie widzieliśmy. Rekordowa impreza była taka nierzeczywista... Wydawało mi się, że to było dalej jak miesiąc temu. Raptem od kilku godzin byłam poza zasięgiem Termita i niespecjalnie spieszyło mi się do kolejnego spotkania. Miałam już powyżej uszu krzywo przyciętej brody, gadania o grach komputerowych, zbyt poważnego podejścia do szkoły i tego, że nie mógł się bez nas odnaleźć w towarzystwie. Zgrywał największego ważniaka, a jeśli przychodziło co do czego to uciekał w popłochu. I nieświadomie rozkochał w sobie biedną Karolę.  
Co ona w nim widziała? 

- Właściwie to czemu my oglądamy do dziadostwo? - zapytała Karola.
Była najbardziej wyluzowaną osobą w moim pokoju. Oglądałyśmy jakiś durny melodramat, który włączyła Marysia. Nie śmiałyśmy się z nią kłócić, bo po wydarzeniach z ostatnich kilkudziesięciu godzin dziewczyna miała mord w oczach. Jednak po godzinie patrzenia na nieszczęśliwie zakochanych w ekranie mojego laptopa chciało mi się płakać. I chyba nawet bardziej ze śmiechu. 

- Daj nam przeżyć żałobę i pozwól pogodzić się z losem – odburknęła blondynka. Włożyła sobie kolejną porcję popcornu do buzi.
- Po prostu powiedz sobie, że nic gorszego cię już nie spotka. No bo tak obiektywnie rzecz biorąc to gorzej być już nie może – odparła. 
- Może. Moi rodzice mogą dowiedzieć się o ciąży, a doskonale wiesz jakie mają podejście do rodzicielstwa w tym wieku... 
Mama Marysi i moja poznały się w szpitalu. Miały zalewie po 18 lat i musiały urodzić owoc swojej nieodpowiedzialności. Rodzice nam mówią, że nie mają nam tego za złe bo to nie nasza wina, ale że nasze życie mogło wyglądać zupełnie inaczej gdybyśmy jednak tak się nie pospieszyły. Rozumiecie, my. Nie nasi nieodpowiedzialni rodzice tylko ich dzieci. 

- I myślisz, że nie zorientują się, że jesteś w ciąży? Albo że już urodziłaś? - zakpiłam.
- Zamierzam zadziałać coś w tej kwestii... - wymijająco odparła. 
- A co ty możesz zadziałać? Możesz jedynie powiedzieć ojcu dziecka, że będzie ojcem, albo wmówić Michałowi, że to jego potomstwo. To jedyne co możesz zrobić – podsumowałam. 
- Mogę jeszcze oddać dziecko do adopcji. 
- Ale to i tak nie rozwiązuje problemu z rodzicami – zauważyła Karola. 
Marysia milczała przez długą chwilę co wydawało się podejrzane. 
- O nie, nie mów, że  chcesz usunąć dziecko.
- Nie chce usunąć dziecka, ale chcę... poronić. 
Popatrzyłyśmy na nią z szeroko otwartymi oczami. Poronić? Matki na całym świecie dbają o to, aby donosić ciążę i przypadkiem NIE PORONIĆ, a nasza przyjaciółka dążyła do tego, żeby jej dziecko urodziło się martwe! 

- Oszalałaś?! - wrzasnęłam.
- Gdyby to tobie waliło się na głowę całe życie to też brałabyś taką możliwość pod uwagę. 
- Zacznijmy od tego, że nie poszłabym z pierwszym lepszym facetem do łóżka, tylko dlatego, że jeszcze jestem dziewicą. 
- Oho – odezwała się Karola. 
Dziewczyna wyłączyła mdląco-romantyczny film i usiadła na łóżku. Dotychczas wszystkie praktycznie leżałyśmy na sobie, więc moje biodro odetchnęło z ulgą. 

- Ta rozmowa potrzebuje kilku procentów do towarzystwa – powiedziała Karola.
Marysia popatrzyła na mnie wzrokiem, który mówił, że  mam się odwalić od jej pomysłów bo to są ciągle jej pomysły i totalnie nie moja sprawa. Ale jak miałam nie wtrącać się w życie mojej najlepszej przyjaciółki? Właśnie od tego są najlepsi przyjaciele – przywalą ci, kiedy stwierdzą, że robisz głupotę swojego życia. 
Poszłam do kuchni za Karolą. Zastałam ją stojącą na stołku. Próbowała złapać równowagę na jednej nodze i starała się dosięgnąć czegoś na górnej kuchennej szafce. No tak, wszystkie po imprezowe resztki alkoholu i kilka  nienapoczętych butelek należących do Tomka w dalszym ciągu spokojnie  czekało na swoją kolej. Czarnulka złapała do ręki do połowy opróżnioną wódkę i podała mi do rąk. 
Starłam dłonią grubą warstwę kurzu przylegającego do butelki. 
- Czy to się nie przeterminowało? - zapytałam zaciekawiona. Butelka musiała pamiętać studenckie lata mojego wujka.
- To alkohol, głupia. Alkohol nie może się przeterminować. Poza tym, jeśli ma cię to uspokoić - mówiła – to wódka sama się odkazi, okay? 
Ta wersja nie była może najbardziej przekonywująca, ale trafiła do mnie na tyle, że nie drążyłam tematu. 
Karola złapała trzy szklanki i napój stojący na lodówce, zeskoczyła ze stołka i zaprowadziła nas do pokoju. Zamknęłam za sobą drzwi używając do tego stopy, bo w rękach trzymałam do połowy pełną butelkę wódki. 

-Ty – wskazała na Marysię, która przeglądała internet leżąc na brzuchu -  nieodpowiedzialna przyszła matko, dostajesz bezprocentowego drinka – powiedziała stawiając przed nami szklanki na niskiej ławie obok łóżka.
- Dajcie mi spokój – wysyczała przez zęby. 
Kolejne godziny spędziłyśmy na komentowaniu naszego smutnego życia. Marysia początkowo była spięta – na mnie i Karolę alkohol zadziałał natychmiastowo – ale później było już tylko lepiej. Podejrzewałam, że dolewała sobie do szklanki z napojem wódki, kiedy nie patrzyłyśmy. 
Stwierdziłyśmy, że jedyne co mogę zrobić to czekać na pierwszy ruch Darka. Jeśli sam powie mi o zdradzie to znaczy, że szczerze tego żałuje. Na pytanie, czy ja też powinnam przyznać się do niewielkiego epizodu z innym facetem w moim życiu, Karola zaczęła się zanosić śmiechem i uznała, że jestem tylko kobietą, a kobiety popełniają błędy. I lubią je powtarzać.  
Nie, żebym zamierzała brać pod uwagę powtórkę z imprezy na mieście. Ciągle czekałam, aż Maciek sam mnie znajdzie, a na to się nie zapowiadało. 
- Faceci są beznadziejnym gatunkiem – zaczęła pijana czarnulka. - Naprawdę, zastanawiające jest, że oni jeszcze żyją.
- Ale są niezbędni do rozmnażania, więc... 
Marysia siedziała z rozstawionymi nogami i kręciła w ręce szklanką z tym co zostało z jej drinka. 
- Ale zobaczcie – mówiąc to, czarnulka usiadła sobie na klęczkach naprzeciwko mnie. - Będę Dorianem, okay? A Ty będziesz mną – zaznaczyła. 
Karola odstawiła nasze drinki na stolik i poczekała aż także usiądę na kolanach. Odrobinę mnie to bawiło, bo kręciło mi się w głowie i nawet nie byłam do końca pewna, czy wiem czego naprawdę ode mnie oczekuje. Jak to, miałam być nią? Zaśmiałam się z własnego dowcipu. 
Dziewczyna przysunęła się bliżej. Tak, że stykałyśmy się kolanami. Położyła swoje dłonie na moim pasie i zaczęła nimi wędrować w górę moich pleców. Znowu się zaśmiałam, bo jej paznokcie łaskotały mnie w żebra. 

- Chcę cię pocałować – celowo  zmieniła głos, żeby brzmieć bardziej męsko. - Dasz mi się pocałować? - Teraz wróciła do swojego normalnego głosu. - Zrób maślane oczy i przytaknij.
Posłusznie przytaknęłam. Nie mogłam przestać się śmiać. Gdzieś za plecami słyszałam chichot Marysi. Nawet nie musiałam się oglądać do tyłu, byłam w stu procentach pewna, że dolewa sobie wódki do napoju jabłkowego.  
Karola przysunęła się jeszcze bliżej i nawet nie wiem kiedy znalazła się na tyle blisko, że czułam jej oddech na szyi. Wbiła się zębami w gładką skórę nad obojczykiem. Zadrżałam, a potem znowu zaczęłam się śmiać, bo sytuacja była po prostu komiczna. 
Już kiedyś całowałam się z dziewczyną. Marysia zaproponowała Karoli pomoc w małej lekcji całowania, kiedy dziewczyna była sfrustrowana tym, że jest stuprocentową, hm, dwustuprocentową dziewicą. Wypiłyśmy wtedy dużo ruskiego szampana i nawet nieźle bawiłyśmy się wymieniając bardziej i mniej namiętne pocałunki. Wydawało się to takie dziecinne i niewinne, ale już wtedy wiedziałam, że z całą pewnością pociągają mnie chłopcy. Byłam pewna swojej orientacji. Po prostu miałam jedną rzecz z listy rzeczy do zrobienia przed śmiercią mniej. 
Teraz śmiałam się w głos z tego co Karola najlepszego wyrabia, bo wbijała mi się zębami w szyję.
- Jesteś strasznie pociągająca – mówiła, w dalszym ciągu udając mężczyznę.
Złapała mnie pod brodę, a ja poddałam się jej gładkim, kobiecym dłoniom. Rozchyliła moje usta, a potem wpiła się w nie, jakbym faktycznie była jej obiektem pożądania. 
Początkowo z czystej ciekawości oddawałam pocałunki, ale po minucie wydawało mi się to trochę dziwne. I niezręczne. Delikatnie próbowałam ją odsunąć, ale Karola nie dała się ruszyć w żadną stronę. Niby byłam pijana i podatna na wszystko to co działo się dookoła mnie, ale fakt, że moja przyjaciółka całuje mnie w taki a nie inny sposób był niepokojący. 
Była naprawdę przekonywująca, jeśli chciała wypaść jak nakręcony facet. 

- Od zawsze cię pragnąłem, Ana – powiedziała półszeptem, ale usłyszałam to nie tylko ja, ale i Marysia.
Słyszałam też jak wypluwa popcorn, który dopiero co wpakowała sobie do otwartej buzi. 
Wtedy Karola, jak gdyby nigdy nic odsunęła się i zabrała dłonie z moich pleców. Klęczałam teraz obok niej, a ona przybrała pozycję kwiatu lotosu. Smutno uśmiechnęła się pod nosem. 
- Dokładnie tak mi powiedział. Musiał mnie pomylić... z tobą.
Dotknęłam palcami swoich ust i nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam.
- To było genialne, dziewczyny! - Marysia przeżuła porcję słonych białych kulek i  dołączyła do naszej dwójki. Zarzuciła nam ręce na ramiona. - czemu ja na to wcześniej nie wpadłam?! Trzeba było od razu zostać lesbijką i wszystkie sprawy rozwiązałyby się same. Odlot! - była bardziej nakręcona niż my we dwie.
- Hm, Marysiu, nie sądzę, że to taki świetny pomysł...
- Zrobicie to jeszcze raz? - zapytała podekscytowana. 
- Ja chyba nie... 
Nie zdążyłam skończyć, bo Karola nachyliła się nade mną i złożyła na moich ustach delikatny pocałunek. Długi i delikatny jak motyle skrzydełka uderzające o skórę dłoni. Chciałam powiedzieć dziewczynom, że na mnie niekoniecznie mogą polegać w tej sprawie, ale Karola chwyciła mnie za kark i przysunęła do siebie. Pocałowała mnie raz jeszcze, a potem jak gdyby nigdy nic roześmiała się w głos. Jakbyśmy znowu bawiły się w głupie naiwne lekcje całowania i jak gdybyśmy miały po trzynaście lat a nie osiągnęły pełnoletność.  
Sięgnęłam po drinka i wypiłam go duszkiem. Karola nalała kolejną porcję wódki i zalała ją sokiem. Tym razem nie zapomniała o Marysi i do jej szklanki też trafiła pięćdziesiątka alkoholu. Wtedy jeszcze  nie zdawałyśmy sobie sprawy z konsekwencji jakie niesie za sobą spożywanie alkoholu przez przyszłą mamę, ale byłyśmy tak pijane, że nie zwracałyśmy uwagi na fakt, że Marysia jest w ciąży. 

- No to dziewczyny – zaczęła Karola. Puściła oczko w moja stronę. - Zerujemy!
I wychyliła całego drinka, a potem patrzyła na nas jak kończymy dopijać nasze porcje. 

Wódka lała się strumieniami. Kiedy skończyła nam się jedna butelka, Karola poszła po następną, ale była już w takim stanie, że spadła ze stołka, na który próbowała się wspiąć. Marysia pobiegła za nią, ale po drodze umarła ze śmiechu. Wtedy ze swojej kryjówki wyszedł Tomek i zapytał, czy znowu coś brałyśmy. 

- Drzecie się jak uciekinierki z psychiatryka – powiedział.
Marysia przybrała poważną pozycję, jakby jego słowa uraziły ją do szpiku kości. 
- Odrobinę szacunku – odparła.
Tomek roześmiał się, a potem podał rękę Karoli. Dziewczyna wspięła się po jego ramieniu, ale musiała oprzeć się o lodówkę, żeby nie upaść. Wujek sięgnął ręką po jedną z butelek i podał jej nienapoczęte martini, jedno z wielu w jego zbiorach. Karola skrzywiła się, kiedy niemal upadła z ciężarem w ręce, więc Tomek zabrał od niej alkohol i zaniósł do mojego pokoju. 
Przeciągnęłam się leniwie na łóżku. 
- Bardzo dziękujemy!
- Spoko, Frana-ana. Uczniowie mogą sobie na to pozwolić w niedzielny wieczór. Ale... mogłybyście się tak nie wydzierać – powiedział. Najwyraźniej zrobiło mu się przykro, że jego już ta zasada nie obowiązuje. 
- Spokojna głowa – rzuciła Karola, kiedy dowlokła się do pokoju podtrzymując wszystkiego co stało na jej drodze, włącznie z Marysią w progu. - Będziemy cichutko jak myszki. 
Tomek uniósł brwi i pogładził się po ciemnej czuprynie. Odwrócił się do nas plecami i niczym duży niedźwiedź oddalił się do swojej jaskini. Dopiero wtedy Marysia weszła do pokoju i rzuciła się na łóżko. 

Rozpłakała się jak małe dziecko. 

wtorek, 6 stycznia 2015

27 października, nadal

Dojechałyśmy linią 113 na Osiedle na Skarpie i rozejrzałyśmy się dookoła. Szpital, w którym leżał Michał znajdował się na lekkim podwyższeniu. Otaczały go wysokie, stare drzewa obleczone w kolorowe liście. Miałyśmy lekkiego stracha przed wejściem do środka. W końcu niewiele brakowało, a wysłałybyśmy chłopaka na tamten świat. Każda z nas miała coś na sumieniu, bo każda w jakiś sposób przyczyniła się do tego co się stało. 
Poczynając od Maryśki, która wpadła z innym facetem, przechodząc do mnie, bo to ja dosypałam sproszkowanego pyłu do drinka, a na Karoli kończąc. To dzięki niej Michał przywalił głową w podłogę. 
Jako pierwsza zrobiłam krok do przodu, pociągając za sobą stertę niezagrabionych jesiennych liści. Przez bramę przeszły dwie pielęgniarki w jasnych płaszczach i ojciec z zapłakanym dzieckiem na rękach. Droga była wolna, nie mogłyśmy stać wiecznie przed bramą i przepuszczać każdego kto zechce wejść bądź wyjść ze szpitala. 

- No nic. Po prostu to zrobię – powiedziała Marysia.
Karola poklepała ją po szarym płaszczu. 
- Załatw tę sprawę raz a porządnie.
Uśmiechnęłam się lekko mając nadzieję, że to może w jakiś sposób ją wesprze. 
- Chcesz, żebyśmy tam z tobą poszły? - chciała wiedzieć czarnulka.
Maria najpierw przytaknęła, potem pokręciła głową, znowu przytaknęła, aż w końcu zebrało jej się na płacz i musiałam ja popchnąć do przodu, żeby nabrała rozpędu i nie zastanawiała się nad tym czy powinna się rozryczeć czy też nie. 

- Po prostu idź – powiedziałam. - Powiedz mu, że przeżyliście wspaniałą noc, a potem powiedz, że nie mogłaś go znaleźć i całe szczęście, że zjawiła się policja...
- Zostaw to jej – szturchnęła mnie Karola. - Nie mieszaj jej w głowie. Ona wie co powinna powiedzieć. 
Obawiałam się, że Marysia naprawdę nie wiedziała co ma powiedzieć swojemu narzeczonemu. Powolnym krokiem skierowała się w stronę drzwi wejściowych i przekroczyła bramę. Nie odwracała się do nas przodem, żeby przypadkiem nie zmienić zdania. Skrzyżowałam palce obu dłoni, żeby jej się powiodło. 
Obserwowałyśmy jak drzwi szpitala otwierają się i wybiega z nich elegancka kobieta. Zatrzymała się przed Marysią i objęła ją ramieniem, a potem zaprowadziła do środka. Mogłyśmy zgadywać kim ona była. Wyglądała na matkę Michała Idealnego. 
Pani Idealna dokładnie zamknęła za  sobą drzwi, a my szybkim krokiem dobiegłyśmy do klamki. Nie było mowy o tym, żeby stracić Marysię z oczu. W jej obecnym stanie psychicznym była zdolna dokładnie do wszystkiego. 
Marysia z ręką pani Idealnej na ramieniu szła dziarskim krokiem przez korytarz główny szpitala Stefana Żeromskiego. Uśmiechała się smutno i cały czas rozglądała na boki. Przesiedziałyśmy kilka chwil na krzesłach przy recepcji a potem ruszyłyśmy za nimi. 

Na szczęście pokój Michała znajdował się w na tyle widocznym miejscu, że nie błądziłyśmy jakoś specjalnie długo, kiedy już traciłyśmy z oczu Marysię. Dobiegłyśmy do końca korytarza głównego i rozejrzałyśmy się na boki. Drzwi do jednego z pokoi były otwarte, więc wychyliłam szyję i w duchu pogratulowałam sobie przeczucia. Stałyśmy pod pokojem narzeczonego naszej przyjaciółki. 

- Wszyscy jesteśmy dobrej myśli – usłyszałam kobiecy głos. - jesteśmy przekonani, że bóg nie bez powodu zesłał na Michała takie doświadczenie.
- Oczywiście, też tak sądzę – odparła pielęgniarka. Widać było, że wyjątkowo się spieszyła, bo co chwile wyglądała na korytarz, ale nie chciała być niegrzeczna i posłusznie odpowiadała na pytania. 
- Modlimy się wszyscy za naszą pociechę – kontynuowała kobieta. - Może pani dołączyć, jeśli ma pani ochotę. 
- Nie wydaje mi się, żebym miała na to czas – starsza kobieta uniosła kąciki warg w lekkim uśmiechu. - Naprawdę, bardzo bym chciała, ale niestety... 
Tyle, że mama Michała Idealnego nie do końca zrozumiała to co pielęgniarka chciała powiedzieć, bo zaciągnęła ją do środka i zamknęła za nią drzwi. Przez niewielkie obdarte z farby okno do pokoju chłopaka widziałyśmy jak każe jej klękać przed łóżkiem. Obok niej stała Marysia. Poczuła się odrobinę niezręcznie, rozejrzała się dookoła, ale poszła w ślad za nimi i też klęknęła. 
Michał był nieprzytomny i miał zabandażowaną głowę, a jego serce było podpięte do tych wszystkich maszyn, które sprawdzają czy żyjesz, a jak już ledwo zipiesz to dają o tym znać wszystkim dookoła, więc właściwie i tak możesz spalić się ze wstydu. Ktoś zmył z jego ciała szminkę w kolorze fuksji i zdjął majtki z szyi. Jaka szkoda. Tak ładnie dokumentowały zdarzenia ostatniej nocy. 
Nie zapowiadało się na to, żeby towarzystwo szybko skończyło odmawiać modlitwę, dlatego przeszłyśmy kawałek dalej i usiadłyśmy pod sterylnie białą ścianą. Wyciągnęłam powoli rozładowujący się telefon i ze smutkiem wykręciłam numer do Darka. 

- Nie dzwoń do niego – upomniała mnie Karola.
Ale ja już miałam trzy sygnały za sobą i z niecierpliwością czekałam, aż odbierze telefon, żeby wygarnąć mu te cholerne trampki w piwnicy o czwartej nad ranem obok czerwonych szpilek jakiejś lafiryndy. 
I tak nie odebrał. 

- Przestań się do niego odzywać. Pokazujesz facetowi, że jesteś na każde jego zawołanie.
- Łatwo ci powiedzieć – wzruszyłam ramionami. 
- Ana, zaufaj mi. Jeśli wyjdziesz wystarczająco daleko poza pole widzenia psa, on zacznie cię szukać. Potem zwykle dochodzisz do wniosku, że właściwie nie masz już po co do nie go wracać, ale... 
- Nie mów tak – ucięłam. 
Robiło mi się gorąco na myśl o tym, że mogłabym rozstać się z Darkiem i jednocześnie ściskało mnie w żołądku, kiedy wracałam myślami do ostatniej nocy. Było jeszcze grzej, kiedy przypominałam sobie, że sama nie jestem święta. 

- Hm, a co ty na to, żebyśmy rozładowały się na jakiejś porządnej imprezie? - zapytała z uśmiechem. Jej jasne oczy zaświeciły się.
- Mało ci imprez? Kto jak kto, ale ty powinnaś mieć ich powyżej uszu... 
- Potrzebuję wyrzucić z mojej głowy Doriana. 
Dziewczyna złapała mnie za dłoń i spojrzała prosto w oczy. 
- A ty potrzebujesz przestać myśleć o tym skończonym kretynie.
- Och, jasne, ale... Dopiero co wyszłyśmy bez szwanku z ostatnich kłopotów, a ty już chcesz pakować nas w następne. 
- Ana, my tylko pójdziemy potańczyć. Żadnych rzygających dziewczyn w męskich łazienkach, żadnych tabletek nasennych, ani słowa o przystojnych chłopakach z dyskoteki i zero telefonów do facetów niewartych naszego zainteresowania. Poza tym, w niedzielę jest mało ludzi i tanie piwo. Cały świat jest za tym, żebyśmy poszły się pobawić! 
- A co z Maryśką? 
Zerkałam co jakiś czas w stronę pokoju Michała, ale  drzwi w dalszym ciągu były zamknięte. 

- Podejrzewam, że będzie wolała trzymać się z dala od tego typu rzeczy, przynajmniej przez następne miesiące...
Ciąża Marysi w dalszym ciągu była tematem tabu. Dziewczyna nie chciała nas wprowadzić w to, kiedy TO się stało i kto jest ojcem jej dziecka. Brakowało nam pomysłów, żeby zgadywać. Przerzuciłyśmy już chyba wszystkie znane nam nazwiska – włącznie z dostawcą pizzy i listonoszem. Musiałyśmy na wstępie wykreślić wykładowców, bo zwykle byłam gdzieś w pobliżu, jeśli miała z którymś styczność i nie zauważyłam żadnych niepokojących sygnałów. 

- Na pewno zrozumie, że musimy się zresetować.
Karola miała momenty w swoim życiu, że zachowywała się jak dorosła kobieta, a czasem miałam wrażenie, że ten rok różnicy między nami to prawdziwa przepaść. Jak kobieta będąca w niechcianej ciąży miałaby zrozumieć dwie rozwrzeszczane laski szykujące się na kolejną imprezę? 
- Powinnyśmy spędzić z nią trochę czasu, nie uważasz?
- Przecież nie weźmiemy jej ze sobą, znowu zrobiłaby przedstawienie, a tym razem Michał po nią nie podjedzie... 
- Halo – postukałam Karolę palcem w czoło. - Nie na imprezie. Powinnyśmy ją wspierać w domu. Gdziekolwiek byle nie na imprezie. 
Wtem drzwi do pokoju Michała otworzyły się i na korytarz wyszła zniecierpliwiona pielęgniarka. Za nią na wysokich obcasach stawiając drobne kroczki spieszyła mama Michała. Głośno przełknęłam ślinę. To był ten czas, kiedy Marysia miała powiedzieć swojemu narzeczonemu, że mieli za  sobą  upojną noc. 
O nie, co do tego nie zmieniłam zdania. W dalszym ciągu uważałam, że gdyby powiedziała prawdę swojemu chłopakowi to wyszłaby na tym lepiej niż okłamując cały świat. 
Dwie minuty później zza drzwi wyszła skulona Marysia. Nie płakała. Była raczej przerażona tym co zrobiła. Wyciągnęła szyję, a jej blond włosy rozsypały się na ramionach. 
- Tutaj – powiedziałam głośnym szeptem.
Marysia szybkim krokiem dołączyła do nas i oparła się o ścianę. Z cichym westchnieniem zsunęła się w dół, aż w końcu usiadła obok mnie podciągając kolana. 
- Przysięgam, że odwrócę się od kościoła – oznajmiła. - Jego matka jest jeszcze bardziej porąbana na punkcie religii niż on sam. Kazała wezwać egzorcystę, żeby wygonić z niego siły nieczyste, ale pielęgniarka nie dała się na to namówić. To znaczy, mam nadzieję, że się nie dała, bo ta kobieta nie odstępuje jej na krok, więc jeszcze wszystko może się zmienić...
- No dobrze, ale powiedziałaś mu? - chciała wiedzieć Karola. 
Maria oparła głowę o ścianę i zamknęła oczy. 

- Sama nie wierzę, że to zrobiłam. Michał ma rozwaloną głowę i muszą sprawdzić czy przypadkiem nie ma lekkiego wstrząsu mózgu... 
Odczekałyśmy bezpieczne trzydzieści sekund, zanim nacisnęłyśmy ją, żeby powiedziała nam więcej szczegółów. 

- Powiedziałam mu, że spędziliśmy razem cudowną noc i, że sama jestem pod wrażeniem, że wykazywał jakiekolwiek chęci...
- No i? 
- I że było cudownie. A potem gdzieś zniknął i nie mogłam go znaleźć i całe szczęście, że znalazła go policja, bo zamartwiałam się na śmierć... 
Marysia westchnęła. 

- Jestem obrzydliwą kłamczuchą. Wiecie jak zareagował? Nie mógł uwierzyć, że był na tyle pijany żeby zgodzić się na seks ze mną. Jeszcze nie pobierali mu krwi, więc nie musiałam się tłumaczyć o co chodziło z tą tabletką... Wszyscy założyli, że po prostu był pijany. Jego matka nie może uwierzyć, że wziął samochód i pił na imprezie. Powiedziałam, że to ja miałam prowadzić.
Co było już pierwszą rzeczą do jakiej można się było przyczepić, bo Marysia nienawidziła prowadzić i prawo jazdy zrobiła tylko po to, żeby ojciec nie musiał się wstydzić w pracy, że jego dziecko jest niemobilne. 
- Michał powiedział, że musi to wszystko przemyśleć. Że źle się z tym czuje. Przysięgam, kiedy powiem mu, że jestem w ciąży to on tego nie wytrzyma psychicznie.
Nie zdążyłam skomentować prostackiego zachowania narzeczonego mojej przyjaciółki (jak chłopak mógł się czuć nieswojo po uprawianiu miłości z kobietą swojego życia? Kiedy przyprowadza się orkiestrę grającą My heart will go on na własne zaręczyny, NIE MOŻNA CZUĆ SIĘ BARDZIEJ NIESWOJO niż właśnie w tym momencie), bo sprzątaczka kazała nam sobie pójść pod groźbą poinformowania dyrekcji o naszej obecności w budynku szpitalnym po godzinach odwiedzin. 

niedziela, 4 stycznia 2015

Czy 27 października nigdy się nie skończy?

Tomek minął w drzwiach wejściowych nabuzowaną Karolę. Dziewczyna wpadła do pokoju cała purpurowa ze złości i nawet nie usłyszała, jak Tomek żegna się z nią wychodząc z mieszkania. Nie dopuszczała do siebie żadnych bodźców zewnętrznych, więc to, że Marysia na jej widok zwymiotowała do pudełka po butach nie zrobiło na niej większego wrażenia. 
Blondynka wychyliła się zza drzwi i sennym głosem powiedziała:
- Przepraszam! Naprawdę mam nadzieję, że niedługo to się skończy.
Zakryłam głowę poduszką i próbowałam spać dalej. Nie obchodziło mnie to czy mamy już poniedziałek, a ja przespałam całą niedzielę, czy może jest już na tyle późna pora, że wypadałoby się zerwać z łóżka, żeby wykorzystać ostatnie godziny weekendu. 
Ściślej rzecz biorąc miałam to w głębokim poważaniu. Jak  dla mnie, mogłabym spać przez kolejny tydzień i nie zrobiłoby mi to różnicy. 

- Jak mogłyście mi to zrobić?! - zawyła moja czarnowłosa przyjaciółka.
W dalszym ciągu miała na sobie koronkową sukienkę, ale zdjęła rajstopy, bo były dziurawe. Zsunęła z ramion męską kurtkę. Trzęsła się z zimna, bo koniec października nas nie rozpieszczał. 
- Dlaczego obudziłam się u Termita w pokoju? Czy wiecie, że on mieszka z gejem? POŁOŻYŁ MNIE DO ŁOŻKA SWOJEGO WSPÓŁLOKATORA, KTÓRY JEST GEJEM!
Życie Termita od początku było owiane jakąś wielką tajemnica, a  może my po prostu interesowałyśmy się nim na tyle, żeby przyjmować do wiadomości tylko niezbędne informacje. Nie miałyśmy zielonego pojęcia gdzie ten chłopak mieszka, tak samo jak nie wiedziałyśmy, że mieszka z gejem. Cokolwiek by to zmieniało.  
Niechętnie obróciłam się na plecy i zrzuciłam poduszkę z łóżka. Ciągle miałam na sobie wczorajsze ubranie i podejrzewałam, że mój makijaż przeprowadził się z twarzy na pościel. 

- Dlaczego wylądowałam u niego w mieszkaniu?! - zażądała odpowiedzi.
- Marysia, czy zechciałabyś wyjaśnić naszej przyjaciółce dlaczego wczorajsza noc przebiegła tak a nie inaczej? - zapytałam. 
Odpowiedziała mi cisza, więc Karola zastukała w drzwi do pokoju dziewczyny. 
- Poczekajcie chwilę – odpowiedziała. - Zaraz przyjdę.
- Boże, ile ona się musi nacierpieć... - Karola wykazała się odrobiną empatii współczując rzygającej przyjaciółce. 
Ja nie miałam na to siły. Ciągle byłam w proszku. Miałam wrażenie, że przez całą noc prześladował mnie obraz białych brudnych butów mojego chłopaka. Głupie trampki. Jakby nie mogło mnie prześladować nic innego. 
Podciągnęłam się na rękach w poszukiwaniu telefonu komórkowego. Może Darek będzie próbował się jakoś wytłumaczyć? Po chwili zorientowałam się, że telefon ciągle jest w mojej kieszeni, a ja spodnie w dalszym ciągu mam na tyłku. Wydłubałam z zawiniętego materiału komórkę i sprawdziłam czy ktoś się do mnie nie dobija. 
Nikt, zupełnie nikt. Czego ja się spodziewałam? Że Darek zrozumie swój błąd i wczołga się po raz kolejny do mojego mieszkania? On nie był z tych, którzy rozumieli słowo „błąd” i już dawno stwierdzono u nich w słowniku lukę w miejscu, gdzie normalni ludzie trzymają „przepraszam”. 

Byłam taka naiwna. 
Marysia wyszła z pokoju z pogrążonymi oczami. Było mi jej szkoda, ale nie zamierzałam jej wyręczać w wyjaśnianiu Karoli dlaczego wczoraj stało się tak a nie inaczej. To był jej pomysł i ona brała za niego sto procent odpowiedzialności. 

- Może zrobimy owsiankę? - zapytała.
Starała się załagodzić sytuację, ale mimo dobrych chęci widziałam jak gula podchodzi jej do gardła na myśl o jakimkolwiek jedzeniu. 
- Wypchajcie się tą owsianką, chce wiedzieć wszystko teraz, natychmiast – powiedziała zezłoszczona. 
Nasz cudowny rytuał spożywania owsianki, która rozwiązywała wszystkie problemy tego świata został zmiażdżony obcasem Karoli i starty na proch. 
Maria usiadła na moim łóżku, złapała rąbek kołdry i zakryła nogi wystające spod koszuli nocnej. 
- Mówiłam ci, że zamierzam uśpić Michała, a potem go wykorzystać... zresztą sama dałaś mi tabletki nasenne – machnęła ręką, jakby uważała tą część historii za mniej ważną i zupełnie nieporywającą. - Po drodze napatoczyłaś się ty, byłaś zupełnie pijana i dodatkowo wypiłaś jedną z dwóch porcji płynu przeznaczonego dla Michała i przez połowę nocy targaliśmy cię za sobą zupełnie nieprzytomną. W końcu Termit się zlitował i zaniósł cię do domu bo my musiałyśmy jeszcze sprawdzić czy Michała na pewno zabrali do szpitala, a potem natknęłyśmy się w piwnicy na Darka i okazało się, że był tam z dziewczyną – powiedziała to wszystko na jednym tchu, aż opadła z wyczerpania. - I tą dziewczyną nie była Ana. 

- Tę część mogłaś sobie darować, już prawie o tym zapomniałam – burknęłam. 
Karola zdębiała. Patrzyła na mnie szeroko otwartymi oczami i nie mogła uwierzyć w to co słyszy. Nie dziwiłam jej się, w końcu urwał jej się film z połowy imprezy a potem wylądowała w pokoju faceta, na którego była wściekła. Czyli siłą rzeczy to przez niego urwał jej się film, bo gdyby jej nie zdenerwował do tego stopnia, to Karola nie byłaby na dnie rozpaczy i nie wychyliłaby całej szklanki drinka z kawałkami cytryny oraz sproszkowaną tabletką nasenną.
- On naprawdę cię zdradził, Ana? - zapytała.
Nie zrozumiałam pytania, bo byłam skupiona na nieszczęściu jakie spotkało moją czarną przyjaciółkę. Gdyby to mnie facet wyprowadził z równowagi a potem zabrał do siebie do domu na noc i dodatkowo wpakował do łóżka swojego kumpla, który jest gejem, to też wparowałabym do mieszkania jak szalona i darła się na wszystko co chodzi i oddycha, jeśli nie wzięłabym się za rzucanie talerzami. 
- Tak, on naprawdę tam był – odpowiedziała za mnie Marysia. - Widziałyśmy jego obleśne, brudne buty.
- Tak mi przykro! - Karola rzuciła się w moją stronę z rozpostartymi ramionami. 
Najwyraźniej w jej świecie zdrada chłopaka, którego się wcześniej zdradziło (chociaż ciągle nikt nie powiedział tego na głos) była bardziej priorytetową sprawą niż uśpienie przez przyjaciółki na imprezie czy chociażby wykorzystanie faceta, żeby wmówić mu że to jego dziecko, a który potem trafi do szpitala przez czystą nieuwagę. 

- No dobrze – zaczęłam, niechętnie ściągając jej ramiona ze swoich. - A co z Termitem? Co on ci wczoraj zrobił?
- Nic o czym chciałabym gadać... na trzeźwo. 
Przypomniałam sobie jak próbowała nam powiedzieć o tym, co Termit zrobił, a potem po prostu zasnęła. 
- A co z Michałem? - zapytała.
Marysia zaczepiała paznokciami o moją pościel w celu rozładowania nerwów, jakie się w niej nagromadziły. To też nie był temat do omawia na trzeźwo, ale chyba nie miała wyjścia i musiała nam odpowiedzieć. 

- Czekam na telefon od jego rodziców. Nie mogę pierwsza się odezwać, bo to by było podejrzane. Mam nadzieję, że szpital powiadomi jego mamę, a ona mnie. 
I  miała rację. Gdybyśmy wparowały do szpitala we wczorajszym stroju i z nieświeżymi włosami w poszukiwaniu Michała Idealnego, mogłybyśmy wpakować się prosto w ręce policji albo po prostu narobić sobie kłopotów z zakładem psychiatrycznym.

- Dlaczego Michał jest w szpitalu?
- Właściwie to dzięki tobie... - zaczęłam. 
Wyłożyłam jej historię o tym jak uciekaliśmy przed policją, która wdarła się na imprezę. Kiedy o tym opowiadałam to fakt, że nie chcieliśmy zostać odesłani do rodziców był jakiś niepoważny względem tego co się wydarzyło. Wiecie, to że musieliśmy zostawić Michała i że zobaczyłam buty Darka i że Karola spała z gejem w jednym łóżku. Lepiej byśmy na tym wyszli, gdybyśmy oddali się w ręce stróża prawa a i taksówka do domu byłaby zupełnie darmowa. 
Tyle, że Karola była totalnie dumna z tego, że nie oddaliśmy jej prosto w ręce policjanta, bo stwierdziła, że jej matka wcisnęłaby ją do poprawczaka za takie zachowanie. 
- Ela by przecież oszalała, gdyby się dowiedziała, że w ogóle wyszłam na imprezę – mówiła. - Och, Maryśka, czy możesz w końcu odebrać ten cholerny telefon? 
Od dłuższego czasu jej komórka wibrowała na stole obok mojego łóżka. Marysia wpatrywała się w nią nieprzytomnie. Wzrok miała nieobecny, ale za to  jej paznokcie wbijały się w pościel coraz mocniej. Mogłam się spodziewać lada chwila pierza fruwającego po pokoju. 
- To pewnie ze szpitala – mruknęłam. - Odbierz.
Marysię zupełnie  sparaliżowało.
Czarnulka wydała z siebie długie westchnięcie, a potem sięgnęła po telefon. Maria nie poruszyła ciałem, tylko w dalszym ciągu wpatrywała się w pusta  powierzchnię na stole. Wcisnęła zieloną słuchawkę i powiedziała najmilszym głosem, jakby była w stanie z siebie w tamtej chwili wykrzesać.
- Halo? Dzień dobry.
Długo przytakiwała do telefonu, a potem popatrzyła na nas rozbawionym wzrokiem, a do słuchawki z pełną powagą i z udawanym zaskoczeniem powiedziała: 
- Słucham? Co się stało?! O Boże, zaraz tam będę. Wszystko będzie dobrze, pani... - nawet nie wiedziałyśmy jak mama Michała ma na nazwisko, bo przecież nie pani Idealna – proszę pani. Mam nadzieję, że to nic poważnego. Do zobaczenia w szpitalu!
Po czym odłożyła słuchawkę.
-Należy się dziękuję i puszka fanty-  powiedziała rozbawiona.
- Przecież ja nie będę w stanie go okłamać! 
Maria gwałtownie zmieniła pozycję i opadła twarzą na poduszkę.  

- Za późno – burknęłam. - Trzeba się było zastanawiać zanim zmieszałam tabletki z jego drinkiem.
- Maria, to dla dobra twojego dziecka – dyplomatyczne wyjaśniła Karola. 
- Ale ja nie chcę tego dziecka! 
- To trzeba było nie wskakiwać do łóżka pierwszemu lepszemu... 
Czarnowłosa zganiła mnie wzrokiem i dodatkowo uniosła rękę dla lepszego efektu. 
- Zbieramy się, dziewczynki – powiedziała. - Musimy pojechać  do szpitala w nienagannym stanie i odegrać najlepszą scenkę rodzajową na jaką nas stać. Niech chociaż ten plan nam wypali do końca. 
Przyszła mama zapłakała, ale wstała z łóżka i skierowała się pod prysznic, żeby zmyć resztki porannych wymiocin ze swoich włosów. Sprawdziłam telefon i wyłączyłam go, a potem włączyłam na wypadek, gdyby coś się w nim popsuło i wiadomości nie dochodziły. 

Karola objęła mnie ramieniem, bo wiedziała, że to nie problem z siecią, tylko z moim sercem, które już nie kontaktowało, tylko dryfowało niemrawo gdzieś po moim ciele. To dlatego po policzku spłynęła mi jedna łza, a potem druga i trzecia. 
Była czwarta po południu, a Darek w dalszym ciągu się nie odezwał. 
Nie żebym była gotowa uwierzyć w historyjkę z cyklu: to przecież nie były moje buty. Chociaż... Sama już nie wiem. Może i byłam?